sobota, 10 października 2015

Ta ostatnia niedziela…




Już dzisiaj późnym wieczorem wszystko będzie jasne. Polska w ostatnim meczu kwalifikacji do Mistrzostw Europy Francja 2016 podejmie u siebie reprezentację Irlandii. Zarówno dla Polaków, jak i piłkarzy drużyny gości jest to mecz o wszystko. Zwycięzca jedzie na Mistrzostwa Europy, przegranemu zostają baraże. Remis 0-0 lub 1-1 promuje Polskę, wyższy- Irlandię.

Mimo, że to my jesteśmy wyżej w tabeli- nie mamy prawa choćby przez chwilę czuć się faworytami w starciu na Stadionie Narodowym. Co prawda to my mamy w składzie Roberta Lewandowskiego, to my gramy na swoim stadionie, jednak to Irlandczycy są w nadzwyczajnej formie, to oni pokonali przed chwila Niemców, to oni w końcu sprawili nam tyle problemów w pierwszym starciu w Dublinie. Co prawda to my objęliśmy prowadzenie bo golu Peszki, jednak to podopieczni Martina O’Neilla mogli po końcowym gwizdku czuć niedosyt (mimo, że udało im się wyrównać dopiero w doliczonym czasie). To ówcześni gospodarze mieli nad nami dużą przewagę, słupki, poprzeczki, pod bramką Fabiańskiego niemalże cały czas cos się działo. Owszem, my też mieliśmy swoich kilka okazji jednak zbyt łatwo daliśmy się wciągnąć w siłową, fizyczną grę gospodarzy i nie potrafiliśmy sobie z tym poradzić. Pisałem po rewanżowym meczu ze Szkocją: „Nie mamy własnego stylu gry, który pozwalałby nam górować mądrością grania i wykorzystywaniem naszego potencjału nad takimi równorzędnymi rywalami jak Szkocja czy Irlandia. Musimy przyjmować ich warunki, przeciwnik ściąga nas na swój siermiężny poziom a potem dominuje nad nami swoim doświadczeniem na tym właśnie poziomie.” Jest wielce prawdopodobne, że reguła ta potwierdzi się również w dzisiejszym meczu. To Irlandia musi strzelić gola, to ona zaczyna z pozycji niżej więc to ona będzie starała się przejąć inicjatywę. Znów polscy zawodnicy będą zmuszeni do bardzo wielu pojedynków główkowych, które niekoniecznie są naszym atutem. Jeżeli nie spróbujemy grać piłką, dominować- Irlandia „wejdzie nam na głowę”. Niestety kolejnym minusem w nadchodzącej potyczce jest to, że kontuzji nabawiło się dwóch naszych zawodników, którzy do tej pory byli filarami tej drużyny: Rybus i Milik. Do tego również kontuzjowany jest Jodłowiec a wcześniej wypadł Wilczek. Jako, że selekcjoner już w momencie wysyłania powołań skutecznie ograniczył sobie pole manewru „z przodu” (aż 15 zawodników z bramkarzami włącznie to gracze defensywni” to obecnie przy powyższych kontuzjach sytuacja wygląda (delikatnie mówiąc) nieciekawie.

Przy ustalaniu wyjściowej jedenastki trener Nawałka będzie musiał sobie odpowiedzieć na jedno zasadnicze pytanie: czy na starcie przyjmujemy warunki rywala i wystawiamy skład oparty w większości na zawodnikach o inklinacjach do gry defensywnej? Czy może walczymy o swoje i postawimy w środku boiska na młodych, dynamicznych, kreatywnych piłkarzy? Pierwsza opcja prawdopodobnie zakończy się tak jak dotychczasowe nasze mecze, czyli w najlepszym wypadku remis. Rywal narzuci nam swój styl i pobija nas w nim doświadczeniem. Ja jestem zwolennikiem opcji nr 2, ponieważ musimy grać o wszystko, nie korzystać z półśrodków.

Na pozycji bramkarza wątpliwości nie ma: spisujący się do tej pory bez zarzutu Fabiański. Prawa obrona? Skoro w meczu ze Szkocją zagrał (całkiem nieźle) Piszczek to dokonywanie w tym miejscu zmiany jest obecnie bez sensu. To samo tyczy się pary środkowych obrońców: Glik i Pazdan zagrali dobre zawody, są pewnym punktem zespołu. Dylemat natomiast powstaje na lewej obronie. Kontuzjowany jest Rybus, więc grał będzie ktoś z pary Wawrzyniak & Jędrzejczyk. Ten drugi jest odkryciem Nawałki na ta pozycję, gdy grał spisywał się bardzo dobrze, jednak jego serie występów przerwała groźna kontuzja. Ten pierwszy zaś, wrócił na solidny poziom i jest podporą Lechii Gdańsk w Ekstraklasie. I właśnie to raczej Kubę Wawrzyniaka selekcjoner umieszcza wyżej w hierarchii, czego wyraz dał w Glasgow, gdy na boisku za Rybusa wszedł właśnie obrońca gdańskiej Lechii.
Pomoc. I tu już zaczynają się naprawdę schody. Krychowiak- pewniak. Co dalej? Jeżeli –tak jak wcześniej wspomniałem- mamy walczyć o swoje a nie się barykadować, wybór powinien paść na kogoś z dwójki Linetty-Zieliński. Ten pierwszy gra (regularnie) w klubie który jest na dnie Ekstraklasy i formą nie zachwyca, ten drugi nie jest w stanie przebić się na stałe w Empoli. W odwodzie jest Kapustka ale raczej niemożliwym jest aby dostał szansę o początku takiego meczu. Dlaczego pomijam Mączyńskiego? Po prostu, tak jak pisałem to wielokrotnie- nie daje nam tej jakości w grze do przodu, jaką powinien, jeżeli mamy próbować prowadzić grę to zdecydowanie lepszym od niego wyborem są Linetty i Zieliński. Na lewym skrzydle zapewne ponownie zagra Grosicki. I w tym miejscu taka smutna dygresja: zagra bo po prostu nie ma solidnej konkurencji. Kamil jest specyficznym piłkarzem, którego umiejętności nie pozwalają skutecznie mierzyć się akurat z takimi przeciwnikami jak właśnie Szkocja czy Irlandia, których futbol jest oparty na sile fizycznej, pojedynkach główkowych. Niestety selekcjoner nie patrzy w stronę takich zawodników jak Kosecki, Pawłowski czy Mierzejewski dlatego na skrzydłach mamy taki a nie inny wybór. Na prawej flance szansę prawdopodobnie dostanie Paweł Olkowski (który już w meczu ze Szkocją zmienił na tej pozycji Błaszczykowskiego). Jest to ruch sensowny wg mnie tylko pod warunkiem, że Kuba zostałby przesunięty na miejsce Milika, czyli za plecy Roberta Lewandowskiego. W innym przypadku (czyli po prostu ławka rezerwowych) niekorzystanie ze skrzydłowego Fiorentiny jest osłabianiem zespołu. Dlatego też Błaszczykowski powinien zostać ustawiony na pozycji nr „10”. Był na niej próbowany wielokrotnie, czy to jeszcze w Borussii Kloppa, czy to w reprezentacji Smudy/Fornalika i w większości tych przypadków spisywał się solidnie. Dodatkowy (oczywisty) atut to znajomość i zgranie z Lewandowskim. Na przedmeczowej konferencji prasowej jednym z piłkarzy oddelegowanym na nią był Artur Sobiech. Wydawać by się mogło, że to nie przypadek i to właśnie napastnik Hannoveru zastąpi Milika w składzie. Wg mnie to jedynie „zasłona dymna” trenera Nawałki i na tej pozycji zagra ktoś inny. Przecież Sobiech nawet nie zdążył zaliczyć w obecnej drużynie choćby epizodu,  jest zawodnikiem zupełnie nowym do taktyki Nawałki, dlatego też nie sądzę aby selekcjoner odważyłby się na taki ruch. Prędzej snajper przedostatniej drużyny Bundesligi dostanie szansę ale w przypadku negatywnego wyniki w dalszej fazie spotkania.



Podsumowując: jako że to jest mecz o wszystko, selekcjoner musi zaryzykować. Ustawianie się za podwójną gardą lub po prostu zwykłe przyjęcie warunków rywala zakończy się tragicznie. Nie potrafiliśmy wygrać z takim stylem już 3-krotnie w tych kwalifikacjach dlatego też obok Krychowiaka powinien grać Linetty (lub Zieliński). Nie powinniśmy tez rezygnować z umiejętności takiego piłkarza jak Kuba Błaszczykowski. Jest to piłkarz wybitny i o ogromnych umiejętnościach, które mogą pomóc zadecydować o przebiegu tego meczu. Ewentualnie, jeżeli zawodziliby Grosicki bądź Olkowski- Kubę można przesunąć na skrzydło a na „10” wprowadzić Zielińskiego lub Sobiecha jako drugiego napastnika. Niestety selekcjoner sam siebie ograniczył z możliwościami manewru takimi a nie innymi powołaniami, ale cóż, co się stało to się nie odstanie, nie mamy wyjścia. Musimy dać sobie radę chociaż faworytem nie będziemy. Czeka nas ciężki mecz, zdecydowanie trudniejszy niż ten czwartkowy ze Szkocją czy zeszłoroczny w Dublinie.



*A co jeśli jednak się nie uda i nie awansujemy ani dzisiaj, ani po ewentualnych listopadowych barażach? Cóż, trzeba będzie spokojnie usiąść i zrobić bilans dotychczasowej pracy selekcjonera.
W końcu pracuje on na umowę zlecenie…
Ale nie myślmy o tym. Pokonajmy Irlandię i kłóćmy się skład kadry na Mistrzostwa Europy 2016 ;)

Remis tu, remis tam, remis nie pomaga nam...



W przedostatniej kolejce spotkań grupy D kwalifikacji do Euro 2016 Polska zremisowała na wyjeździe ze Szkocją 2-2. Niestety remis ten, wywalczony w dramatycznych okolicznościach nie pozwalał nam cieszyć się z awansu do Mistrzostw Europy. W innym meczu grupy D Irlandia niespodziewanie pokonała Niemców (1:0) i w walce o bezpośredni awans zmierzy się właśnie z Polakami.

Przebieg meczu w Glasgow był podobny do pierwszego spotkania w Warszawie. To Polacy rzucili się pierwsi do ataku, czego efektem był gol strzelony przez R. Lewandowskiego już w 2 minucie meczu. Od tego momentu biało-czerwoni zaczęli totalnie dominować nad rywalem. Agresywny, wysoki pressing, skuteczne odbiory, długie utrzymywanie się przy piłce. Jednak właśnie. Ostatni element działał ale tylko do pewnego momentu i pod pewnymi warunkami. Mianowicie potrafiliśmy spokojnie przetransportować piłkę spod „szesnastki” przeciwnika aż pod naszą. Jednak problem pojawiał się wtedy, gdy trzeba było piłkę skierować z powrotem pod bramkę przeciwnika. O ile czasami Krychowiakowi udawały się długie, diagonalne przerzuty, o tyle rozegranie przez naszą formację obronną kończyło się na podawaniu piłki do najbliższego kolegi wszerz boiska (powszechnie znana trasa Rybus-Pazdan-Glik-Piszczek). Doskonale nasz moment słabości zaczęli wykorzystywać Szkoci, którzy podchodząc pod nas wyżej (od ok 20minuty) prowokowali do dalekich wybić Glika, bądź Fabiańskiego. Z tym drugim mamy o tyle dobrze, że nasz bramkarz w miarę nieźle gra nogami, więc jego wykopy nie kończyły się na trybunach bądź pod nogami rywala. Dodatkowym naszych schematem rozegrania od tyłu było podawanie piłki na prawą stronę do Piszczka, a ten wraz z Kubą Błaszczykowskim bądź czasami schodzącym do prawej strony Krzysztofem Mączyńskim próbowali tworzyć atak prawym skrzydłem. Gdy inicjatywa przez dłuższy czas należała do podopiecznych Gordona Strachana, odbiorami i przechwytami imponowali Krychowiak, Błaszczykowski czy Mączyński. Niestety tradycyjnie nie funkcjonowało dobrze u nas rozegranie przez środek boiska co spowodowane było tym, że zarówno Szkoci zagęszczali tą część boiska, jak i to że po prostu od dawna nie mamy w kadrze dobrych zawodników, u których kreatywność to pierwszorzędna cecha. Tacy zawodnicy istnieją, powtarzam to od dawna, jednak albo selekcjoner Nawałka jest pokłócony z Polańskim, albo w powołaniach ignoruje naprawdę nieźle radzącego sobie na zapleczu Seria A Salamona. Jest też Marcin Kamiński ale niestety jego zbyt częste wahania formy nie pozwalają traktować go obecnie w kategoriach reprezentanta. Może „Kamykowi” pomogłoby przesunięcie z pozycji obrońcy na pozycję defensywnego pomocnika?

Pierwsza połowa była naprawdę niezła w naszym wykonaniu, chociaż pozwoliliśmy w ostatniej akcji oddać przepiękny strzał Mattowi Ritchie. Dobrze wychodziło nam przyśpieszanie gry na skrzydłach, dobrze współpracowali boczni obrońcy z bocznymi pomocnikami jednak cały czas brakowało kluczowego podania otwierającego drogę do bramki.  Potrafiliśmy dominować nad Szkotami jednak brakowało efektów tej dominacji. Mieliśmy jedynie 2 okazje bramkowe. Krychowiak dwoił się i troił, to skutecznie odbierał, to udanie grał do przodu (dryblingi, przerzuty). Mączyński również nie odstawał jednak wciąż w jego postawie brakowało tego na co tak czekamy, czyli rozegrania, prostopadłych podań do przodu, więcej ryzyka.

Druga połowa znów rozpoczęła się od ataków Polski –groźny strzał Milika. Po raz kolejny warto pochwalić współpracę na boisku właśnie snajpera Ajaxu z R. Lewandowskim. Jednak tym razem Szkoci nie czekali z atakami na dalszą część meczu. Od razu zaczęli podchodzić „wyżej” oraz odbierać piłkę w bardziej agresywny i zdecydowany sposób. Polska zaczęła grać statycznie, przewidywalnie, cały czas widoczny był brak osoby, która uporządkowałaby naszą grę w środku boiska. Od 50 minuty zaznacza się przewaga „Celtów”, wysoki pressing, zaostrzenie gry poskutkowało golem w 61 minucie (S.Fletcher). Polacy w głupi sposób stracili piłkę (zbyt szybka próba rozegrania rzutu wolnego), brak koncentracji, brak Rybusa który był przekonany że błyskawicznie wznowimy grę więc zbyt wcześnie ruszył do przodu, Pazdan spóźniony z asekuracją i Steven Fletcher pięknym strzałem wewnętrzną częścią stopy po dalszym słupku pokonuje bezradnego Fabiańskiego. Polska ma coraz większe problemy, na domiar złego z kontuzją musi opuścić boisko Milik. I od tego momentu zaczęliśmy obserwować bardzo dziwne decyzje personalne trenera Nawałki, gdyż za napastnika Ajaxu wchodzi na boisko… Tomasz Jodłowiec, czyli defensywny pomocnik. Z jednej strony można tłumaczyć to tym, że próbujemy „odbić” środek pola, stawiamy na walkę i agresywność jednak tym samym, mając lepszych piłkarzy po raz kolejny musimy przyjąć warunki jakie dyktuje nam rywal zamiast próbować „grać w piłkę” czyli narzucać swój styl oparty w większej mierze na technice, szybkości, kreatywności. Widząc, że gra nam się nie klei, Krychowiak (człowiek orkiestra w tym meczu) co raz częściej decyduje się na solowe akcje zakończone strzałem. Z każdą minutą pressing Szkocji wzmagał się, nie radziliśmy sobie z nim, coraz więcej strat, kolejna dziwna zmiana, Rybusa (który co prawda miał żółtą kartkę ale spisywał się poprawnie) zmienia Wawrzyniak. To tylko potwierdziło, że nie jesteśmy w stanie grać po swojemu, musimy pójść na wymianę ciosów. A skoro przystajemy na warunki rywala, to i rywal w nich sobie lepiej radzi. Zasada ta powtarzała się zarówno w pierwszych naszych spotkaniach ze Szkocją i Irlandią, jak i powtórzy się zapewne w niedzielnym starciu na Narodowym. Ostatnią zmianą jaką przeprowadził Nawałka była zamiana Błaszczykowskiego na Olkowskiego, czyli znów zawodnik usposobiony ofensywnie ustępuje miejsca nominalnemu defensorowi. W tym miejscu warto odnotować, że tacy piłkarze jak Kapustka i Peszko, czyli właśnie teoretyczne wsparcie polskiej ofensywy, usiedli na trybunach. Na ławce rezerwowych mieliśmy przede wszystkim bramkarzy, obrońców, defensywnych pomocników… Były trener Górnika Zabrze a obecnie selekcjoner po raz kolejny utrudnia sobie życie taką a nie inną selekcją. Dlaczego zmarnował tyle czasu na testowanie zawodników, o których wiadomo było że nie będą na dłuższą metę brani pod uwagę w walce o miejsce w kadrze <selekcja negatywna>?

W doliczonym czasie postawiliśmy wszystko na jedną kartę, „gra na chaos” i ten szczęśliwie wywalczony przez Glika rzut wolny, który z gigantycznym fartem (fatalne dośrodkowanie Grosickiego i słupek) na gola zamienia najlepszy napastnik świata.

Podsumowując: Polacy zagrali podobnie jak w poprzednich spotkaniach, czyli fragmentami bardzo dobrze, agresywnie w odbiorze, skuteczny średni i wysoki pressing, dobra współpraca na skrzydłach, skuteczność Lewandowskiego jednak znów nie potrafiliśmy przełożyć momentów dominacji na sytuacje bramkowe. Co z tego, że potrafiliśmy dłuższymi momentami szanować piłkę, jeżeli w momencie gdy wracała ona do naszej linii obrony nie potrafiliśmy jej szybko i skutecznie wyprowadzić tak aby zagrozić przeciwnikowi. Jesteśmy zmuszeni liczyć na celność i dokładność długich piłek Fabiańskiego, Glika czy Krychowiaka. W obecnym futbolu to trochę ubogi zestaw.
Cieszy dobra współpraca Piszczka i Błaszczykowskiego, który po dłuższej przerwie znów spotkali się na prawej stronie. Na korzyść obrońcy Borussii Dortmund działało to, że w meczu nie grał Ikechi Anya który kilka miesięcy wcześniej szalał na tej stronie defensywy. Co do Kuby Błaszczykowskiego- dobra postawa w destrukcji, jednak ciągle Kuba nie jest dobrze wpasowany w system i strategię Nawałki, m.in. dużo niecelnych dośrodkowań.  W tym meczu mniej widoczny był Grosicki, to on stracił piłkę przed golem Fletchera, również kiepskie dośrodkowania. Krychowiak w Hiszpanii zyskał pseudonim „maszyna”. Jeżeli ktoś nie wie dlaczego, to mecz ze Szkotami jak najbardziej daje na to odpowiedź (m.in. wygrał 14 z 17 pojedynków z przeciwnikiem). Mączyński. Pozytywne zaskoczenie tego meczu, solidny występ, pomocnik Wisły Karków był o wiele bardziej pewny siebie niż w poprzednich (bardzo słabych) występach w koszulce z orzełkiem na piersi. Dużo pracy w defensywie, dużo walki, pokazywał się w ofensywie, odbiory, dryblingi, dobra współpraca z polskim prawym skrzydłem. Jednak wciąż brakuje wisienki na torcie czyli tego, czego tak bardzo od niego potrzebujemy jako (rzekomego) playmakera. Więcej podań do przodu, więcej ryzyka i odwagi, bo jak na razie wciąż asekuracyjnie granie do najbliższego, do tyłu, wstrzymywanie gry. Trzeba mieć nadzieję, że progres jaki tym meczem osiągnął Mączyński będzie się utrzymywał i pomocnik Wisły wreszcie regularnie będzie stawiał czoła wyzwaniom na boiskach międzynarodowych. Ponownie solidnie na lewej obronie zagrał Rybus, jednak jego zapędy skutecznie utemperowała żółta kartka za ostry faul. Po raz kolejny dobrze współpracował duet Milik-Lewandowski. Takich dwóch napastników, w takiej formie nie ma żadna reprezentacja na Starym Kontynencie. Jak wspomniałem na początku- to był kolejny mecz w którym graliśmy tylko fragmentami dobrze. O ile pierwsza połowa była solidna, o tyle w drugiej nie potrafiliśmy zapanować nad tym co się dzieje. Tak było w meczach i z Niemcami, i ze Szkotami, i z Irlandią w Dublinie. Tak też było w meczach z autsajderami czyli Gruzją i pierwszym meczem z Gibraltarem. Nie byliśmy w stanie panować nad boiskowymi wydarzeniami przez dwie połowy. Owszem, reprezentacja Nawałki prezentuje się lepiej od tych Fornalika i Smudy, jednak największym atutem jaki ma obecny selekcjoner a nie mieli tego poprzednicy to szczęście. Boiskowy fart, gdyż sama postawa na boisku pozostawia jeszcze sporo do życzenia. W tych kwalifikacjach potrafiliśmy pokonać jedynie Gibraltar, Gruzję no i Niemców ten jeden, jedyny na miliard raz. Nie mamy własnego stylu gry, który pozwalałby nam górować mądrością grania i wykorzystywaniem naszego potencjału nad takimi równorzędnymi rywalami jak Szkocja czy Irlandia. Musimy przyjmować ich warunki, przeciwnik ściąga nas na swój siermiężny poziom a potem dominuje nad nami swoim doświadczeniem na tym właśnie poziomie.

czwartek, 3 września 2015

War time! Episode II




Już za kilka dni, dokładnie 4 września we Frankfurcie dojdzie do drugiego starcia reprezentacji Niemiec i Polski w ramach kwalifikacji do Euro 2016. Gra toczy się o ogromna stawkę, gdyż w tabeli panuje ścisk, różnice punktowe są małe a kandydatów do awansu jest kilku. Stawce przewodzi niepokonana drużyna Adama Nawałki, jednak w najbliższą sobotę czeka ją najcięższe wyzwanie.
W pierwszym spotkaniu obu drużyn niespodziewanie to Polacy odnieśli zwycięstwo (2-0) choć wynik meczu zupełnie nie odzwierciedlał jego przebiegu. Tylko dzięki solidnej jak nigdy obronie oraz nadzwyczajnej skuteczności orły Nawałki na stałe przeszły do historii polskiego futbolu. Tym razem zadanie będzie jeszcze trudniejsze. Starcie odbędzie się na terenie rywala a sytuacja kadrowa Polski oraz Niemiec –w lepszym nastroju stawia tych drugich. Tym razem na biało-czerwonych selekcjoner Joachim Loew wystawi wszystko to, co ma najlepsze. Co prawda w ostatniej chwili (znowu) ze składu wypadł Marco Reus, jednak trener gospodarzy na brak godnych zastępców nie ma prawa narzekać. W linii pomocy posiada takie bogactwo, iż brak klasowego napastnika jest niemal nieodczuwalny.

W polskim obozie co prawda kontuzje ominęły najlepszych zawodników, jednak wybór wyjściowej jedenastki stanowi nie lada problem. Do kontuzjowanego Michała Pazdana dołączył Karol Linetty. Kilku innych zawodników dopiero co wyleczyło urazy i ich dyspozycja jest wielką niewiadomą. 

Zacznijmy od początku:

Bramkarze. Tutaj tradycyjnie mamy kłopot bogactwa. 2 bramkarzy „szaleje” w Premier League, jeden skutecznie i efektownie odbudowuje formę w Serie A, a czwarty GK wreszcie zaczął regularnie grać w Bundeslidze, choć akurat początek sezonu może zaliczyć do delikatnie mówiąc „średnich”.                         O bluzę z numerem „1” najpoważniej walczą Łukasz Fabiański (świetny kolejny sezon w Swansea, dotychczas pewny punkt reprezentacji, podstawowy zawodnik w ekipie Nawałki) oraz Wojciech Szczęsny. Eliminacje w bramce rozpoczął Wojtek jednak przyspawanie do ławki rezerwowych w Arsenalu miało swoje natychmiastowe konsekwencje w bramce reprezentacji. Teraz jednak Polak na nowo regularnie bronie w klubie (ale już w AS Roma) a naszych najbliższych przeciwników zna już bardzo dobrze. Bronił (kapitalnie) zarówno w meczu otwarcia PGE Areny w Gdańsku przed Euro 2012, jak i w legendarnym już zwycięstwie na Stadionie Narodowym. Dlatego też moim faworytem do gry w bramce przeciw Niemcom byłby Szczęsny. Wrócił do formy a naszych najbliższych przeciwników ma rozpracowanych jak mało kto. To jest na pewno duży atut. Jednak najbardziej prawdopodobnym jest, że między słupkami zobaczymy Fabiańskiego. Raz, że zwycięskiego składu się nie zmienia, dwa –bramkarz Swansea nie dał selekcjonerowi żadnego powodu do zmiany w bramce.   

Obrońcy. Na prawej obronie pewniakiem jest Łukasz Piszczek. Solidnie prezentuje się w Borusii Dortmund, a jego konkurent Paweł Olkowski notuje zaś słabszy okres w Koeln. Pozycja Kamila Glika jest na ta chwilę niepodważalna, jednak sprawa jego boiskowego partnera jest otwarta. Początek eliminacji na tej pozycji należał do Łukasza Szukały, który był filarem grającej w europejskich pucharach Staeuy Bukareszt. Sytuacja zmieniła się po tym, jak Polak najpierw odszedł do klubu z Arabii Saudyjskiej, a niedługo potem już z niego odszedł. Niedawno dopiero podpisał kontrakt z beniaminkiem tureckiej Toto Super Lig –Osmanlisporem. Jego dyspozycja stoi pod dużym znakiem zapytania, jednak na korzyść Szukały zadziała na pewno to, iż na zgrupowanie kontuzjowany przyjechał jego główny konkurent czyli Michał Pazdan. A że kolejnym kandydatem na środek obrony jest Thiago Cionek, obecność Szukały w wyjściowym składzie wydaje się oczywista. Najwięcej wątpliwości tradycyjnie mamy na lewej obronie, gdyż dopiero niedawno po ciężkiej kontuzji do gry wrócił Artur Jędrzejczyk, czyli ostatnio pierwszy wybór selekcjonera. Jego rywalem w walce o wyjściowy skład jest… Maciej Rybus. Już od dłuższego czasu trener Adam Nawałka przymierza się do postawienia na tej pozycji właśnie na skrzydłowego Tereka. Czy jednak wystawienie właśnie nominalnego skrzydłowego na lewej obronie przeciw Niemcom to słuszny wybór? Na pewno bardzo ryzykowny. Innym aspektem przemawiającym za tym, że na LO zagra Jędrzejczyk a nie Rybus jest to, że przesuwając skrzydłowego Tereka do obrony selekcjoner mocno ograniczy sobie pole manewru na lewej flance pomocy.

Pomocnicy. O ile jeszcze jakiś czas temu formacja ta wyglądała u nas w miarę najsolidniej. O tyle teraz mamy w niej mnóstwo problemów. Skrzydłowi Błaszczykowski i Peszko do tej pory albo nie grali wcale albo epizodycznie. Sytuacja była na tyle ciężka, że obaj chcąc walczyć o byt w reprezentacji musieli zmienić szybko kluby. Kamil Grosicki jest w najlepszej sytuacji spośród powołanych  skrzydłowych, jednak również i on w klubie nie gra w pełnym wymiarze czasowym. Najczęściej albo jest zmiennikiem, albo zmieniającym. W takiej sytuacji dziwi brak powołania (a raczej ignorancja w dłuższej perspektywie) najlepszego polskiego ligowca czyli Szymona Pawłowskiego. Niestety Adam Nawałka kompletnie nie docenia umiejętności i formy lokomotywy „Kolejorza”, a szkoda bo kadra mogłaby mieć z niego pożytek. Sytuacja na środku pomocy nie jest weselsza. Pewniakiem jest tylko Grzegorz Krychowiak. Z powodu kontuzji wypadł Linetty, Jodłowiec nie jest w najwyższej formie, zaś w przypadku Mączyńskiego należy się zastanowić czy faktycznie jest to piłkarz formatu reprezentacyjnego. Są też Borysiuk i Zieliński ale do tej pory nie odgrywali większej roli w kadrze Nawałki. Warto zauważyć fajny ruch selekcjonera z powołaniem młodego Kapustki, który wyróżnia się w Ekstraklasie. Dziwi natomiast powołanie dla będącego kompletnie bez formy Sebastiana Mili. Czy to w sparingach z takimi tuzami jak Juventus, czy to w ligowych potyczkach- oglądaliśmy cień Mili z jesieni ubiegłego roku. Najwidoczniej selekcjoner darzy Sebastiana wielkim zaufaniem. Co innego można powiedzieć o Dominiku Furmanie i Łukaszu Trałce. Obaj są filarami Legii i Lecha czyli dwóch najlepszych polskich drużyn ale niestety dla nich tego zaufania zabrakło.

Napastnicy. Tu sprawa jest oczywista. Milik i Lewandowski. Jedynym znakiem zapytania jest to, czy obaj zagrają w wyjściowej „11” czy jednak snajper Ajaxu rozpocznie mecz na ławce (co wynikać by mogło z defensywnej taktyki). Trzeci powołany napastnik –Kamil Wilczek ma niepowtarzalną okazję zaprezentowania się selekcjonerowi „z bliska”, jednak ciężko w jego przypadku liczyć choćby na epizod w meczu z Gibraltarem.

Podsumowując. Dzięki zwycięstwu nad mistrzami świata w Warszawie, w Polsce odżyły wielkie nadzieje. Kibice liczą na drugą sensację, a piłkarze tylko podłączają się pod tłum optymistów (S.Peszko:”ja nie chcę tylko wygrać z Niemcami, chcę ich upokorzyć”). Czy powyższy wręcz hurraoptymizm jest uzasadniony? Nie, gdyż w pierwszym meczu dopisało nam ogromne szczęście, było to mecz z tych, których wygrywa się jeden na dziesięć. W dodatku Niemcy byli znacząco osłabieni zaś teraz wystawią wszystko to co mają najlepsze. Dalsze poczynania polskich reprezentantów tylko pokazywały, że w grze drużyny jest jeszcze wiele do poprawy. Nie potrafiliśmy pokonać Szkotów czy Irlandczyków, z Gruzją czy Gibraltarem potrafiliśmy zagrać na wysokim poziomie tylko po jednej połowie. O towarzyskim spotkaniu z Grecją należy napisać tylko, że się odbyło. Czy jednak należy się Niemców przesadnie obawiać? Nie, ależ skąd. Sugeruję tylko podejść do tego meczu tak jak do tego w Warszawie, czyli naprzeciw nas stoją mistrzowie świata. Musimy ponownie zagrać niezwykle solidnie w obronie, i skutecznie w ataku. To oni muszą, my tylko możemy. Sukces jest w zasięgu ręki, jednak trzeba dać z siebie jeszcze więcej niż w potyczce na Stadionie Narodowym.



Moja „11”:
Szczęsny-Piszczek,Glik,Szukała,Jędrzejczyk-Błaszczykowski,Krychowiak,Jodłowiec,Zieliński,Milik-Lewandowski. W drugiej połowie dałbym szansę Kapustce.

Translate