W polskim futbolu dzieje się źle. Nawet bardzo źle. Reprezentacja notorycznie zawodzi, podobnie jak polskie kluby bezskutecznie pukające do bram europejskich pucharów. Jeżeli coś się dzieje złego trzeba temu zaprzestać, próbować to zmienić na lepsze. I tak też postąpiła Ekstraklasa SA - włodarze tejże spółki w celu rzekomego uatrakcyjnienia naszej para-ligi postanowili przeprowadzić reformę rozgrywek najwyższego szczebla. Tym samym kilka dni temu przedstawiono nam produkt finalny pracy modernizatorów. Produkt ten mimo iż jego wygląd był przypuszczany, i tak zaskoczył.
Mianowicie od nowego sezonu Ekstraklasa będzie działał na takich oto zasadach (przedstawię najważniejsze) :
-w lidze gra tak jak dotychczas 16 drużyn
-mecze toczą się na zasadzie "każdy z każdym"
-po 30 kolejkach pierwsze 8 klubów zostaje przydzielonych do "grupy mistrzowskiej", pozostałe 8 ląduje w "grupie spadkowej"
-przy podziale drużyn dzielone również są zdobyte punkty na pół, przy czym zaokrągla się je do góry
-następnie każda z drużyn rozgrywa po 7 meczów z rywalami
-liczba meczów u siebie bądź na wyjeździe zależy od miejsca zajmowanego w tabeli po sezonie zasadniczym. Jeżeli klub jest w pierwszej czwórce- rozgrywa cztery mecze u siebie a trzy na wyjeździe, drużyny z drugich czwórek mają odwrotnie
-ostateczną kolejnością decydującą m.in o mistrzostwie czy spadku, jest kolejność po zakończeniu siedmiu dodatkowych kolejek.
Obrońcy tych innowacji twierdzą, że dzięki temu wzrośnie atrakcyjność ligi a co za tym idzie wzrośnie i poziom sportowy. Przy okazji mają zarobić kluby (prawa TV do transmisji, większe wpływy z biletów).
Przyznam, że z utęsknieniem wyczekiwałem prezentacji nowego systemu rozgrywek. I doczekałem się, jednak jestem rozczarowany.
Nasz nowy system jest identyczny do tego, jaki praktykuje się w Holandii czy Belgii. Owszem, kluby z wymienionych krajów regularnie grają w europejskich pucharach jednak jest to zasluga jakości piłkarzy czy materiału szkoleniowego a nie samego systemu rozgrywek. Wręcz przeciwnie- da się usłyszeć z tych krajów głosy iż system ten jest niedobry, nieczytelny, po prostu: niefajny. Jednak Polak jak się na coś uprze to tego dokona. Więc mamy innowacyjny regulamin rozgrywek. Czy jednak podniesie to poziom sportowy i atrakcyjność?
Wg mnie, NIE. W powszechnej opinii zwiększenie liczby meczów powinno temu sprzyjać, jednak czy aby ma to iść w takim kierunku? W tym momencie sport zostaje ograbiony ze swojej głównej zasady- sprawiedliwości. No bo jak inaczej nazwać to, że klub który pracuje na swój dorobek cały sezon (zasadniczy) na koniec zostaje okradziony z połowy punktów co znacznie zmniejsza dystans między drużynami? Jest to może dobre ale dla tych którzy gonią- mimo iż będą słabsi dostaną 7 kolejek na to aby rywala dogonić/wyprzedzić, ale czy o to w tym chodzi? Przykład- lider, dotąd ciężko pracujący na swój wynik po 30 kolejkach ma 6 pkt przewagi nad drugą drużyną lecz po przystąpieniu do II fazy przewaga ta maleje do tylko 3 punktów. Atrakcja może i będzie większa jednak sprawiedliwość schodzi na boczny tor. Mając na myśli wzrost atrakcyjności chodzi mi oczywiście o tą fazę drugą gdy to od nowa zacznie się wyścig szczurów. Bo cóż może być atrakcyjnego w sezonie zasadniczym? Zespoły (szczególnie na początku) będą grały oszczędnie, rozkładając siły tak aby szczyt formy przypadł na "dogrywkę". Lider nie będzie się "napinał" na zwiększenie przewagi nad resztą, bo i tak przewaga ta zostanie zmniejszona z urzędu. Podobnie rzecz będzie wyglądać na dole tabeli. Drużyny nie będą za wszelką cenę uciekały z dna, bo i tak wszystko rozstrzygnie się w rundzie dodatkowej.
Aspekt wpływów z biletów- to że będzie więcej kolejek nie oznacza wcale wielkiego wzrostu zainteresowania ligą. Bo - tak jak wyżej napisałem- mecze pierwszej rundy staną się nudne, ich ranga będzie o wiele mniejsza niż obecnie. Co z tego że zobaczymy 3 razy klasyk Lech-Legia? Pierwsze dwa mecze nie będą miały takiego znaczenia jak mają teraz. Mimo iż to dwie wrogie drużyny- temperatura tych spotkań spadnie, każdy nastawi się na fazę drugą, decydującą.Dałem tu przykład drużyn topowych które mimo to sobie jakoś poradzą, a co mają zrobić ligowcy ubodzy? Czy będzie wielu chętnych ta taki pojedynek "o nic" pomiędzy Bełchatowem a Szczecinem? W takich klubach kibice woleliby częściej zobaczyć swoich pupili w walce z gigantami niż z rywalem z niskiej półki. Liga zostaje obdarta z emocji.
Ma się podnieść poziom sportowy? Jak skoro przez większą część sezonu piłkarze będą biegali na pół gwizdka, grali od niechcenia bo i tak walka rozegra się na dodatkowym finishu. Może przesadzam ale niestety jest to wielce prawdopodobne znając dotychczasowy "profesjonalizm" naszych grajków. Również dystans sportowy między ubogimi a bogatymi się jeszcze bardziej powiększy.
Taka "reforma" to pic na wodę. To tak jakby kierowca wziął swój zepsuty samochód do lakiernika zamiast do mechanika. Lakiernik auto odmaluje, jednak gdy kierowca siądzie od nowa za kierownicą zobaczy że lakier nic nie dał, nie naprawił samochodu. Właśnie tak będzie wyglądać w nowym sezonie Ekstraklasa- nie zreformowana tylko "odmalowana". Szybko okaże się że potrzeba prawdziwej naprawy a nie zwykłego lakieru.
Owszem, są i jakieś plusy tych zmian takie jak większe wpływy do kasy klubów (ale tu znowu pokrzywdzeni zostają ci dotychczas biedni) czy zmniejszenie przerwy między sezonami- to ma ułatwić nam start we wczesnych rundach kwalifikacji do europejskich pucharów. Również poszerzenie terminarza ma dać szansę gry większej ilości młodych, zdolnych zawodników z szerokiej kadry. Jednak według mojej skromniej opinii plusy znacznie przegrywają z minusami.
Jak powinna wyglądać polska najwyższa klasa rozgrywkowa? Moja propozycja wygląda następująco:
wprowadzamy system podobny do szkockiego czy szwajcarskiego. Zmniejszamy liczbę drużyn do 12, każdy gra z każdym po 4 mecze (2 u siebie i 2 na wyjeździe) czyli wychodzi łącznie 44 kolejki (zaledwie o 7 kolejek więcej od obecnie wprowadzanej reformy, pozwoliłoby to zmniejszyć również przerwę zimową). Tak więc zarówno częściej oglądalibyśmy klasyki w postaci wymienianego tu już starcia Lecha i Legii, ale także drużyny z dołu miałyby częstszą okazję do pojedynku z najlepszymi. Taka rywalizacja pociągnęłaby za sobą wzrost poziomu sportowego, jak i wzrost wpływów w klubowych kasach. Do pucharów startowałyby kluby naprawdę najlepsze w naszej lidze. Z ligi spadałby ostatnia drużyna, zaś przed ostatnia- grałaby baraż z drugą drużyną pierwszej ligi. Dlaczego awansować do elity mogłyby maksymalnie dwa zespoły? Umówmy się, zarówno sportowo jak i organizacyjnie wiele klubów z obecnego układu Ekstraklasy jak i z 1 ligi nie jest w stanie podołać wymogom elity. Pierwsza liga to odpowiednie miejsce dla takich drużyn. Dodatkowo wprowadziłbym system 6+5. Co on oznacza? A no to, że w jedenastce drużyny mogłoby grać najwięcej 5 obcokrajowców. Również przydatne okazałoby się wprowadzenie obowiązku obecności w kadrze np 4 wychowanków. Zaostrzenie procesu licencyjnego to oczywiście podstawa na temat której nie będę się nawet rozpisywał.
Kończąc: czy wprowadzana reforma okaże się sukcesem- czas pokaże. Plus dla włodarzy Ekstraklasy SA za samą chęć zmian lecz czy zmiany te uzdrowią polską piłkę? Szczerze w to wątpię.
niedziela, 7 kwietnia 2013
wtorek, 2 kwietnia 2013
La Liga vs Bundesliga-ćwierćfinały czas zacząć !
Mamy 2 kwietnia więc ćwierćfinały Ligi Mistrzów czas zacząć. Spotkają się w nich: PSG z Barceloną, Bayern Monachium z Juventusem Turyn, Real Madryt z Galatasaray Stambuł, Malaga z Borussią Dortmund. Jak łatwo zauważyć mamy tutaj trzech przedstawicieli hiszpańskiej Primera Divisjon, dwóch przedstawicieli niemieckiej Bundesligi oraz po jednym: włoskiej Serie A, francuskiej Ligue 1 oraz tureckiej Super Lig.
Dlaczego więc zatytułowałem ten tekst tak a nie inaczej? Dlaczego La Liga vs Bundesliga? Już tłumaczę.
Przyjęło się że najlepszą ligą świata jest liga angielska. To w Premier League grają najlepsi piłkarze, kibicują najlepsi kibice, są najlepsze stadiony, i w ogóle wszystko tam jest the Best. Skoro w lidze angielskiej wszystko jest takie naj... więc postanowiono w tym roku zrobić sezon dobroci dla innych. "Friendly season" objął swoim zasięgiem rozgrywki europejskie, z naciskiem na Champions League. Główną zasadą tego okresu dobroci jest to iż reprezentanci Naj,Naj,NAJ ligi odpuszczą sobie walkę o trofea na kontynencie, tak więc każdy rywal dostanie od nich "fory". Założenia angielskich klubów zostały spełnione w 100%, gdyż w ćwierćfinale NAJważniejszych rozgrywek nie ma ani jednej drużyny wywodzącej się z brytyjskiej wyspy.
Tym samym za plecami Premier League dochodzi do bardzo prestiżowego pojedynku lig o pozycję numer dwa w hierarchii europejskiego futbolu. Do niedawna o tą pozycję biły się głównie La Liga wraz z Serie A, jednak poziom tej drugiej spadł do tego stopnia że musi oglądać się za siebie na Ligue1 czy nawet ligę ukraińską czy rosyjską. W międzyczasie do wyścigu wkroczyła niemiecka Bundesliga. Liga ta do tej pory niedoceniana, będąca troszkę na uboczu z hukiem strąciła za siebie Francuzów czy Włochów stając jak równy z równym do walki z Primera Divisjon. W Bundeslidze nie ma może wielkich budżetów, nie ma szejków, ale jest coś co pochłania coraz większe rzesze fanów: to piękny ofensywny futbol, stadiony szczelnie wypełnione fanatycznymi kibicami, świetni trenerzy i w końcu świetni (często bardzo młodzi) piłkarze. Po latach posuchy i pojedynczych sukcesach Bayernu, na europejskie salony przedostało się większe grono drużyn. Dziś to nie tylko bawarczycy ale i grająca przepiękny futbol Borussia Dortmund, do nie dawna było jeszcze Schalke 04 które również zaszło bardzo daleko. Drużyny te pozostawiły za sobą naprawdę świetne marki, grając naprawdę ładną dla oka piłkę.
Rywalem Bundesligi będzie liga którą reprezentują przede wszystkim dwie,gigantyczne, legendarne marki: Real Madryt i FC Barcelona. Z jednej strony to oczywisty plus, ale z drugiej-krytycy zarzucają lidze hiszpańskiej właśnie to że opiera się na tych dwóch legendach. Krytycy twierdzą, iż liga ta jest słaba, rywalizacja o zwycięstwo od la toczy się tylko między dwoma klubami. Trudno się z tym argumentem spierać-na krajowym podwórku Barca i Los Blancos nie mają sobie równych. Jednak czy aby na arenie międzynarodowej nie było innych dobrych klubów rodem z kraju corridy? Są! Nie trudno tutaj o dowody. Rok temu (cieszącą się mniejszym prestiżem) Ligę Europejską wygrało Atletico Madryt, we wcześniejszych latach skutecznie o to trofeum (Puchar UEFA) rywalizowała Sevilla czy wcześniej Valencia. Na dodatek w tym sezonie blyszczy nam inny hiszpański klub-Malaga. Klub po przejściach, który stracił wielu czołowych piłkarzy przed sezonem o dziwo zachwyca w Lidze Mistrzów. Drużyna oparta na zawodnikach którzy mają szczyt kariery za sobą (Saviola,Santa Cruz) w polączeniu z rodzimymi młodymi talentami (Isco) funkcjonuje znakomicie.
Dlatego też wydaje mi się że batalia o końcowe zwycięstwo w Champions League powinna rozstrzygnąć się między klubami z Niemiec i Hiszpanii. W parze BVB-Malaga faworyt jest jeden. O ile u siebie Hiszpanie coś może ugrają, o tyle na Signal Iduna Park pojadą na wycieczkę. Podobnie sprawa wygląda z Juventusem i Bayernem. Stara Dama musi liczyć na jak najmniejszy wymiar kary na Allianz Arenie, i w rewanżu u siebie zagrać jak Arsenal-zaskoczyć lekceważącego rywala (w co wątpie-awans Bayernu pewny). Barcelona powinna sobie poradzić z PSG, na wyjeździe może mieć problem ale na Camp Nou pewnie zrobi to co z Milanem. Królewscy z Madrytu sprawę awansu powinni rozstrzygnąć jutro u siebie zdecydowanym zwycięstwem, tak aby gorąca atmosfera w Stambule podczas rewanżu nie wprowadziła niepotrzebnych nerwów. Co dalej? Półfinaliści to Real, Barca, BVB i Bayern. Najlepszym wyjściem byłoby połączenie w pary zespołów z tego samego kraju. Rozstrzygnęło by to, która drużyna jest najlepsza w swojej ojczyźnie, kto dzieli i rządzi w kraju. W takim wypadku finał były cudownym pojedynkiem dwóch drużyn, ale również w tle toczyłby się prestiżowy pojedynek: Primera Divisjon czy Bundesliga.
Jest to tylko i wyłącznie fikcja literacka ale byłbym bardzo zadowolony gdyby dalszy przebieg Ligi Mistrzów był zbliżony do wersji mojej. Wyobraźcie sobie: półfinał Bayern-Borussia, dwumecz o wielką stawkę, dwumecz na śmierć i życie. To samo z drugiej strony: kolejne Gran Derbi, Messi vs Ronaldo o finał, być może jedno z ostatnich GD dla Jose Mourinho, który mógłby ostatecznie rozprawić się z odwiecznym rywalem. Temperatura tych meczy byłaby wysoka jak nigdy...
Mój wymarzony finał? Real Madryt pokonuje Borussię Dortmund i w końcu osiąga decimę. Ale to tylko fikcja literacka...
Dlaczego więc zatytułowałem ten tekst tak a nie inaczej? Dlaczego La Liga vs Bundesliga? Już tłumaczę.
Przyjęło się że najlepszą ligą świata jest liga angielska. To w Premier League grają najlepsi piłkarze, kibicują najlepsi kibice, są najlepsze stadiony, i w ogóle wszystko tam jest the Best. Skoro w lidze angielskiej wszystko jest takie naj... więc postanowiono w tym roku zrobić sezon dobroci dla innych. "Friendly season" objął swoim zasięgiem rozgrywki europejskie, z naciskiem na Champions League. Główną zasadą tego okresu dobroci jest to iż reprezentanci Naj,Naj,NAJ ligi odpuszczą sobie walkę o trofea na kontynencie, tak więc każdy rywal dostanie od nich "fory". Założenia angielskich klubów zostały spełnione w 100%, gdyż w ćwierćfinale NAJważniejszych rozgrywek nie ma ani jednej drużyny wywodzącej się z brytyjskiej wyspy.
Tym samym za plecami Premier League dochodzi do bardzo prestiżowego pojedynku lig o pozycję numer dwa w hierarchii europejskiego futbolu. Do niedawna o tą pozycję biły się głównie La Liga wraz z Serie A, jednak poziom tej drugiej spadł do tego stopnia że musi oglądać się za siebie na Ligue1 czy nawet ligę ukraińską czy rosyjską. W międzyczasie do wyścigu wkroczyła niemiecka Bundesliga. Liga ta do tej pory niedoceniana, będąca troszkę na uboczu z hukiem strąciła za siebie Francuzów czy Włochów stając jak równy z równym do walki z Primera Divisjon. W Bundeslidze nie ma może wielkich budżetów, nie ma szejków, ale jest coś co pochłania coraz większe rzesze fanów: to piękny ofensywny futbol, stadiony szczelnie wypełnione fanatycznymi kibicami, świetni trenerzy i w końcu świetni (często bardzo młodzi) piłkarze. Po latach posuchy i pojedynczych sukcesach Bayernu, na europejskie salony przedostało się większe grono drużyn. Dziś to nie tylko bawarczycy ale i grająca przepiękny futbol Borussia Dortmund, do nie dawna było jeszcze Schalke 04 które również zaszło bardzo daleko. Drużyny te pozostawiły za sobą naprawdę świetne marki, grając naprawdę ładną dla oka piłkę.
Rywalem Bundesligi będzie liga którą reprezentują przede wszystkim dwie,gigantyczne, legendarne marki: Real Madryt i FC Barcelona. Z jednej strony to oczywisty plus, ale z drugiej-krytycy zarzucają lidze hiszpańskiej właśnie to że opiera się na tych dwóch legendach. Krytycy twierdzą, iż liga ta jest słaba, rywalizacja o zwycięstwo od la toczy się tylko między dwoma klubami. Trudno się z tym argumentem spierać-na krajowym podwórku Barca i Los Blancos nie mają sobie równych. Jednak czy aby na arenie międzynarodowej nie było innych dobrych klubów rodem z kraju corridy? Są! Nie trudno tutaj o dowody. Rok temu (cieszącą się mniejszym prestiżem) Ligę Europejską wygrało Atletico Madryt, we wcześniejszych latach skutecznie o to trofeum (Puchar UEFA) rywalizowała Sevilla czy wcześniej Valencia. Na dodatek w tym sezonie blyszczy nam inny hiszpański klub-Malaga. Klub po przejściach, który stracił wielu czołowych piłkarzy przed sezonem o dziwo zachwyca w Lidze Mistrzów. Drużyna oparta na zawodnikach którzy mają szczyt kariery za sobą (Saviola,Santa Cruz) w polączeniu z rodzimymi młodymi talentami (Isco) funkcjonuje znakomicie.
Dlatego też wydaje mi się że batalia o końcowe zwycięstwo w Champions League powinna rozstrzygnąć się między klubami z Niemiec i Hiszpanii. W parze BVB-Malaga faworyt jest jeden. O ile u siebie Hiszpanie coś może ugrają, o tyle na Signal Iduna Park pojadą na wycieczkę. Podobnie sprawa wygląda z Juventusem i Bayernem. Stara Dama musi liczyć na jak najmniejszy wymiar kary na Allianz Arenie, i w rewanżu u siebie zagrać jak Arsenal-zaskoczyć lekceważącego rywala (w co wątpie-awans Bayernu pewny). Barcelona powinna sobie poradzić z PSG, na wyjeździe może mieć problem ale na Camp Nou pewnie zrobi to co z Milanem. Królewscy z Madrytu sprawę awansu powinni rozstrzygnąć jutro u siebie zdecydowanym zwycięstwem, tak aby gorąca atmosfera w Stambule podczas rewanżu nie wprowadziła niepotrzebnych nerwów. Co dalej? Półfinaliści to Real, Barca, BVB i Bayern. Najlepszym wyjściem byłoby połączenie w pary zespołów z tego samego kraju. Rozstrzygnęło by to, która drużyna jest najlepsza w swojej ojczyźnie, kto dzieli i rządzi w kraju. W takim wypadku finał były cudownym pojedynkiem dwóch drużyn, ale również w tle toczyłby się prestiżowy pojedynek: Primera Divisjon czy Bundesliga.
Jest to tylko i wyłącznie fikcja literacka ale byłbym bardzo zadowolony gdyby dalszy przebieg Ligi Mistrzów był zbliżony do wersji mojej. Wyobraźcie sobie: półfinał Bayern-Borussia, dwumecz o wielką stawkę, dwumecz na śmierć i życie. To samo z drugiej strony: kolejne Gran Derbi, Messi vs Ronaldo o finał, być może jedno z ostatnich GD dla Jose Mourinho, który mógłby ostatecznie rozprawić się z odwiecznym rywalem. Temperatura tych meczy byłaby wysoka jak nigdy...
Mój wymarzony finał? Real Madryt pokonuje Borussię Dortmund i w końcu osiąga decimę. Ale to tylko fikcja literacka...
Winni !
Polska reprezentacja narodowa w piłce nożnej nie przynosi swoim kibicom powodów do dumy ostatnimi czasy. Jej wyniki są dalekie od zadowalających ale i styl jej gry pozostawia wiele do życzenia. Ostatnim okresem gdy to Polscy kibice mogli czuć się dumni ze swoich reprezentantów były zwycięskie kwalifikacje do Mistrzostw Europy w Austrii i Szwajcarii-było to w roku 2007, a więc 6 lat temu...
Odkąd zakończył się europejski czempionat i z drużyną pożegnał się holenderski trener Leo Benhakker polska reprezentacja popadła w dołek z którego nie może się wygrzebać do tej pory. Najpierw zawodziła kadra trenera Smudy (słabe mecze towarzyskie przed Euro 2012, później fatalny występ na tychże mistrzostwach), teraz zawodzi jeszcze bardziej kadra trenera Fornalika (w słabym stylu już praktycznie przegrane eliminacje MŚ 2014). Jak wiadomo piłka nożna to sport zespołowy, w którym na boisku przebywa 22 zawodników reprezentujących dwie drużyny. Tym samym na ostateczny wynik meczu składa się wiele czynników takich jak: dobre przygotowanie przez trenera, zgranie zespołu czy jakość zawodników. Jak można się domyśleć ewentualny sukces czy ewentualna porażka to "dzieło" znacznej grupy osób, w której obowiązuje (przynajmniej powinna) zasada "jeden za wszystkich, wszyscy za jednego". A jednak w Polsce jest inaczej. W Polsce bardzo modny jest zwyczaj pastwienia się nad pojedynczymi osobami, szczególnie takimi, które nie mają za dużo argumentów na swoją obronę albo nie mają większego wsparcia u innych. Tak też jest w przypadku 29-letniego piłkarza reprezentacji Polski, Ludovica Obraniaka. Nie jest on jednak zwykłym reprezentantem Polski-Ludo urodził się we francuskim mieście Metz. Tam też rozpoczęła się jego kariera piłkarska, zagrał w 100 meczach klubu zdobywając 5 goli, grał wystarczająco dobrze aby zostać powołanym do francuskiej młodzieżówki. W kadrze do lat 21 rozegrał jedno spotkanie. Jego kariera na dobre rozwinęła się po przenosinach do Lille OSC w 2007r. Obraniak zaczął regularnie występować we francuskiej Ligue 1 a także w europejskich pucharach. Wraz z dobrymi występami w klubie- Obraniakiem zainteresowała się reprezentacja polski. Jako że przodkowie francuza byli Polakami piłkarz w 2008r. wystąpił o polskie obywatelstwo i zadeklarował chęć gry w koszulce z orłem na piersi. Zadebiutował rok później w towarzyskim spotkaniu z Grecją wygranym 2-0 dzięki dwóm bramkom debiutującego gracza Lille. Od tego momentu stał się podporą naszej kadry, jej stałym członkiem. Przyjeżdżał na wszystkie zgrupowania na które był powołany, był pełen chęci do reprezentowania kraju swoich przodków, w międzyczasie jego forma w klubie rosła co w 2012r. zaowocowało transferem do Girondins Bordeaux. W przed turniejowych sparingach był ważnym ogniwem drużyny Smudy, strzelał gole choćby Ekwadorowi czy WKS, jednak w pewnym momencie coś "pękło". Dla kadry narodowej nastał trudny czas, jej wyniki nie zachwycały. Druga połowa 2011r. to były mecze których stawką była nawet rozważana dymisja trenera Franciszka Smudy. W meczu z Meksykiem Obraniakowi puściły nerwy-zakończył spotkanie w 70min z czerwoną kartką. Euro zbliżało się wielkimi krokami a reprezentacja rozczarowywała w meczach towarzyskich.
Na Polsko-Ukraiński turniej Polak francuskiego pochodzenia był pewniakiem, dostał powołanie zgodnie z przypuszczeniami. Nikt się jednak nie spodziewał tak fatalnego występu "orłów" na sportowej imprezie ich życia. Niestety na turnieju Obraniak był jednym z najsłabszych ogniw w i tak kiepskiej drużynie. Mało tego-pod koniec meczu z Rosją, gdy to Polska miała wykonywać rzut wolny, do piłki tradycyjnie ustawił się etatowy wykonawca stałych fragmentów gry jednak trener Smuda postanowił w tedy dokonać zmiany, za Obraniaka wszedł inny zawodnik. Ludo nie mógł się pogodzić z tą decyzją trenera, zaczął gestykulować, z wściekłości kopnął bidon. Niechęć do niesfornego piłkarza zaczęła narastać. Zmienił się trener, lecz pozycja w kadrze Ludo Obraniaka nie uległa zmianie-dalej był ważnym ogniwem,etatowym egzekutorem rzutów wolnych czy rożnych. Gdy nie układał się mecz z Czarnogórą-to po dośrodkowaniu gracza Bordeaux Adrian Mierzejewski skierował piłkę do siatki rywali. Niestety w meczu rozgrywanym na gorącym, bałkańskim terenie znów emocje wzięły górę nad rozumem i Ludo,sprowokowany, zakończył mecz z czerwoną kartką nokautując rywala ciosem "z byka". Po tym meczu falę krytyki zaczęła na nowo rozprowadzać osoba, której głównym zadaniem powinno być łączenie, zgrywanie kadry-a nie jej dzielenie,Kuba Błaszczykowski ostro w mediach potępił kolegę z drużyny za naganne zachowanie. Jako że drużyna nie zdobywała goli-oberwało się również Robertowi Lewandowskiemu. Ten jednak natychmiast wskazał winnego takiego stanu rzeczy: to oczywiście Obraniak który nie umie grać za Lewandowskim, nie umie mu tak podawać jakby pan Robert sobie życzył i w ogóle pewnie ten francuzik nie lubi pana Roberta i robi mu na złość...żenada. Całą pianę ataków na Bogu ducha winnego piłkarza podbijały/podbijają media, które za wszelką cenę chcą udowodnić kibicowi, że takie a nie inne wyniki kadry to wina "farbowanych lisów" na czele z Obraniakiem. Niestety coraz większa liczba kibiców daje się w to obrzydliwe polowanie wciągnąć. Medialna propaganda tuszuje błędy "rodowitych" Polaków, zaś każde potknięcie "stranierich" podnosi do rangi skandalu, dramatu na ogromną skalę. W ogóle sama próba dzielenia kadry narodowej na "naszych" i na "cudzoziemców" jest OHYDNA! My kibice musimy się temu przeciwstawiać! Nagle wszyscy piętnują graczy typu Boenisch czy tu przedstawiany Obraniak, ale każdy już zdążył zapomnieć kto walczył najbardziej na Euro, kto dawał z siebie wszystko co mógł aby udowodnić wszystkim swoją wartość. To byli właśnie "stranieri"- owszem,czasem nie ustrzegli się drobnych błędów,ale na tle reszty drużyny przynajmniej widać było po nich walkę, chęć do gry. Oni nie przeszli obok meczu jak to potrafi ostatnio pan Lewandowski, oni nie zwalali winy na kolegów z drużyny. Nawet więcej- ten krytykowany na każdym kroku zły Obraniak, jako jeden z nielicznych ma w tej drużynie charakter, gdy kolega z drużyny zostanie ostro potraktowany przez rywala to Obraniak jako jeden z pierwszych idzie pokazać że Polska to jest drużyna i żaden jej zawodnik nie będzie poniewierany. Niestety duża część mediów nie chce przyjąć do wiadomości jakichkolwiek pozytywów na temat "stranierich". Niektórzy dziennikarze za wystarczający powód do obrzucania błotem podają to, iż ktoś jest introwertykiem (Ludo). Niesamowita krytyka spotyka również Sebastiana Boenischa. Mimo iż jego umiejętności są zdecydowanie wyższe niż np. Wawrzyniaka, to każdy błąd obrońcy Leverkusen jest kilkakrotnie bardziej nagłaśniany i piętnowany niż wspomnianego obrońcy warszawskiej Legii. Nawet jeżeli błąd Boenischa jest pochodnym błędów innych zawodników (tak jak w meczu z Ukrainą) to polski kibic dostaje jasny przekaz: mecz zawalił nam Boenisch. Nie (naprawdę słabe i nieefektywne) trio z Dortmundu, nie Łukasik czy Rybus ale właśnie Boenisch. Kompletnie gorszący jest jeden z głównych powodów takiej nagonki na Boenischa, mianowicie wg mnie media wyżywają się na nim , ponieważ kiedyś nie chciał udzielić im wywiadu (co odbiło się bardzo głośnym echem)...
W tych trudnych chwilach opisane powyżej zachowania wobec naszych niektórych piłkarzy są obrzydliwe, zamiast budować drużynę, ratować ją-postanowiono ją dzielić,burzyć. Niezwykle przykre i poruszające są oświadczenia takie jak to Ludovica Obraniaka, który chce pokazać że wbrew opinii mediów jest normalnym człowiekiem: Poczułem się źle, jak każdy ambitny piłkarz. Dotąd byłem ważną częścią drużyny, ostatnio nie jestem. To decyzja trenera, ale dla mnie bardzo bolesna. A przecież u obecnego selekcjonera cztery razy grałem w podstawowym składzie i tylko z Irlandią nie miałem gola lub asysty. Mimo to jestem synonimem całego zła. Coś jest nie tak. Nie jestem odludkiem, to nieprawda i bzdura, że koledzy mnie nie akceptują. Brak znajomości polskiego nie jest przeszkodą w kontaktach, naprawdę bardzo się staram mówić po polsku. Niektórych zaskakuję na plus. Co innego jednak pożartować z chłopakami z zespołu, a co innego rozmawiać z prasą czy przed kamerami. Przepraszam, że nie mówię tak dobrze, jak wszyscy by chcieli. Ale zapytajcie Tytonia, Boenischa, Salamona, Polańskiego czy Koseckiego - z wieloma kadrowiczami mam fajne relacje. To mit, że w czasie wolnym nie wychodzę z pokoju. Gram w PlayStation, śmieję się i żartuję. Jest normalnie. Nieco mniejszy kontakt mam tylko z trójką z Dortmundu (śmiech). Z Kubą doszło do nieporozumień po meczu w Czarnogórze, ale puściliśmy je w niepamięć. Relacje z "Lewym" są coraz lepsze, idzie to w dobrym kierunku. Nie wiem, dlaczego nie widać tego na boisku. Robert to jeden z najlepszych napastników świata. Widocznie błąd leży po mojej stronie, bo to ja mam zagrać mu ostatnią piłkę i powinienem to robić lepiej. Nie jestem urodzonym rozgrywającym, w Bordeaux gram z boku, ale wynika to z systemu gry klubu. Nie oczekuję jednak, że gra kadry ma być ustawiona pode mnie. To ja mam się dostosować, a nie odwrotnie.
Ktoś powie: no to nie krytykujmy ich wcale, to zrobią się z nich "święte krowy". Tak? Po pierwsze: krytyka jest potrzebna, jednak musi być ona sensowna, konstruktywna, nie może mieć postaci nagonki, pastwienia się. Po drugie: skoro mówimy już o "świętych krowach" to pragnę zauważyć że takie przypadki już istnieją w kadrze i wbrew powszechnej opinii to nie żaden z "farbowanych lisów", tylko trzon zespołu, jego filary jak Lewandowski, Błaszczykowski czy Piszczek, którzy mogą grać beznadziejnie ale miejsce w wyjściowym składzie im się należy. Słynne już hasło jednego z dziennikarzy sportowych wypowiedziane w kontekście transferu Lewandowskiego "a dlaczego nie do Barcelony" budzi śmiech.
Wracając do Obraniaka- środowisko mediów nawołuje do odstawienia piłkarza od zespołu twierdząc że jest on nieprzydatny i tylko psuje atmosferę. O nie! Atmosferę to psuje właśnie olbrzymia nagonka nad piłkarzem, piłkarzem którego nie możemy się pozbyć ot tak. Jest to zawodnik wysokiej klasy jakich w Polsce mało. Ma świetną lewą nogę która już nie raz asystowała czy strzelała ważne bramki dające nam cenne punkty. Dlaczego piłkarz grający z sezonu na sezon coraz lepiej w swoim klubie ma taki problem z formą w reprezentacji? Wydaję mi się że jest to spowodowane błędnym ustawieniem przez trenera, błędnymi zadaniami meczowymi. Tak jak sam Obraniak stwierdził- drużyna nie może grać pod niego, jednak trener powinien dołożyć wszelkich starań aby taki zawodnik mógł na boisku dać z siebie maksimum najlepszych umiejętności. Umiejętności dużych, które świetnie piłkarz prezentuje w barwach Bordeaux rozgrywając najlepszy sezon w karierze pod względem strzelonych bramek. Obraniak, tak jak Boenisch i inni "stranieri" są bardzo ważnymi ogniwami naszej kadry, na których stratę nie możemy sobie pozwolić. Musimy im dawać wsparcie, gdyż pozostawieni samym sobie będą mieli jeszcze trudniej prezentować w drużynie to co najlepsze.
* {i jeszcze moja jedna mała prośba: wywalmy ze słownika to obrzydliwe określenie "farbowane lisy". Jak już mamy ich jakoś określać to może mniej obraźliwe będzie określenie "stranieri", którego użyłem w powyższym tekście?}
(ps.: zapraszam na Fb do akcji wspierania Ludo Obraniaka: http://www.facebook.com/events/324122597710300/?ref=ts&fref=ts )
Odkąd zakończył się europejski czempionat i z drużyną pożegnał się holenderski trener Leo Benhakker polska reprezentacja popadła w dołek z którego nie może się wygrzebać do tej pory. Najpierw zawodziła kadra trenera Smudy (słabe mecze towarzyskie przed Euro 2012, później fatalny występ na tychże mistrzostwach), teraz zawodzi jeszcze bardziej kadra trenera Fornalika (w słabym stylu już praktycznie przegrane eliminacje MŚ 2014). Jak wiadomo piłka nożna to sport zespołowy, w którym na boisku przebywa 22 zawodników reprezentujących dwie drużyny. Tym samym na ostateczny wynik meczu składa się wiele czynników takich jak: dobre przygotowanie przez trenera, zgranie zespołu czy jakość zawodników. Jak można się domyśleć ewentualny sukces czy ewentualna porażka to "dzieło" znacznej grupy osób, w której obowiązuje (przynajmniej powinna) zasada "jeden za wszystkich, wszyscy za jednego". A jednak w Polsce jest inaczej. W Polsce bardzo modny jest zwyczaj pastwienia się nad pojedynczymi osobami, szczególnie takimi, które nie mają za dużo argumentów na swoją obronę albo nie mają większego wsparcia u innych. Tak też jest w przypadku 29-letniego piłkarza reprezentacji Polski, Ludovica Obraniaka. Nie jest on jednak zwykłym reprezentantem Polski-Ludo urodził się we francuskim mieście Metz. Tam też rozpoczęła się jego kariera piłkarska, zagrał w 100 meczach klubu zdobywając 5 goli, grał wystarczająco dobrze aby zostać powołanym do francuskiej młodzieżówki. W kadrze do lat 21 rozegrał jedno spotkanie. Jego kariera na dobre rozwinęła się po przenosinach do Lille OSC w 2007r. Obraniak zaczął regularnie występować we francuskiej Ligue 1 a także w europejskich pucharach. Wraz z dobrymi występami w klubie- Obraniakiem zainteresowała się reprezentacja polski. Jako że przodkowie francuza byli Polakami piłkarz w 2008r. wystąpił o polskie obywatelstwo i zadeklarował chęć gry w koszulce z orłem na piersi. Zadebiutował rok później w towarzyskim spotkaniu z Grecją wygranym 2-0 dzięki dwóm bramkom debiutującego gracza Lille. Od tego momentu stał się podporą naszej kadry, jej stałym członkiem. Przyjeżdżał na wszystkie zgrupowania na które był powołany, był pełen chęci do reprezentowania kraju swoich przodków, w międzyczasie jego forma w klubie rosła co w 2012r. zaowocowało transferem do Girondins Bordeaux. W przed turniejowych sparingach był ważnym ogniwem drużyny Smudy, strzelał gole choćby Ekwadorowi czy WKS, jednak w pewnym momencie coś "pękło". Dla kadry narodowej nastał trudny czas, jej wyniki nie zachwycały. Druga połowa 2011r. to były mecze których stawką była nawet rozważana dymisja trenera Franciszka Smudy. W meczu z Meksykiem Obraniakowi puściły nerwy-zakończył spotkanie w 70min z czerwoną kartką. Euro zbliżało się wielkimi krokami a reprezentacja rozczarowywała w meczach towarzyskich.
Na Polsko-Ukraiński turniej Polak francuskiego pochodzenia był pewniakiem, dostał powołanie zgodnie z przypuszczeniami. Nikt się jednak nie spodziewał tak fatalnego występu "orłów" na sportowej imprezie ich życia. Niestety na turnieju Obraniak był jednym z najsłabszych ogniw w i tak kiepskiej drużynie. Mało tego-pod koniec meczu z Rosją, gdy to Polska miała wykonywać rzut wolny, do piłki tradycyjnie ustawił się etatowy wykonawca stałych fragmentów gry jednak trener Smuda postanowił w tedy dokonać zmiany, za Obraniaka wszedł inny zawodnik. Ludo nie mógł się pogodzić z tą decyzją trenera, zaczął gestykulować, z wściekłości kopnął bidon. Niechęć do niesfornego piłkarza zaczęła narastać. Zmienił się trener, lecz pozycja w kadrze Ludo Obraniaka nie uległa zmianie-dalej był ważnym ogniwem,etatowym egzekutorem rzutów wolnych czy rożnych. Gdy nie układał się mecz z Czarnogórą-to po dośrodkowaniu gracza Bordeaux Adrian Mierzejewski skierował piłkę do siatki rywali. Niestety w meczu rozgrywanym na gorącym, bałkańskim terenie znów emocje wzięły górę nad rozumem i Ludo,sprowokowany, zakończył mecz z czerwoną kartką nokautując rywala ciosem "z byka". Po tym meczu falę krytyki zaczęła na nowo rozprowadzać osoba, której głównym zadaniem powinno być łączenie, zgrywanie kadry-a nie jej dzielenie,Kuba Błaszczykowski ostro w mediach potępił kolegę z drużyny za naganne zachowanie. Jako że drużyna nie zdobywała goli-oberwało się również Robertowi Lewandowskiemu. Ten jednak natychmiast wskazał winnego takiego stanu rzeczy: to oczywiście Obraniak który nie umie grać za Lewandowskim, nie umie mu tak podawać jakby pan Robert sobie życzył i w ogóle pewnie ten francuzik nie lubi pana Roberta i robi mu na złość...żenada. Całą pianę ataków na Bogu ducha winnego piłkarza podbijały/podbijają media, które za wszelką cenę chcą udowodnić kibicowi, że takie a nie inne wyniki kadry to wina "farbowanych lisów" na czele z Obraniakiem. Niestety coraz większa liczba kibiców daje się w to obrzydliwe polowanie wciągnąć. Medialna propaganda tuszuje błędy "rodowitych" Polaków, zaś każde potknięcie "stranierich" podnosi do rangi skandalu, dramatu na ogromną skalę. W ogóle sama próba dzielenia kadry narodowej na "naszych" i na "cudzoziemców" jest OHYDNA! My kibice musimy się temu przeciwstawiać! Nagle wszyscy piętnują graczy typu Boenisch czy tu przedstawiany Obraniak, ale każdy już zdążył zapomnieć kto walczył najbardziej na Euro, kto dawał z siebie wszystko co mógł aby udowodnić wszystkim swoją wartość. To byli właśnie "stranieri"- owszem,czasem nie ustrzegli się drobnych błędów,ale na tle reszty drużyny przynajmniej widać było po nich walkę, chęć do gry. Oni nie przeszli obok meczu jak to potrafi ostatnio pan Lewandowski, oni nie zwalali winy na kolegów z drużyny. Nawet więcej- ten krytykowany na każdym kroku zły Obraniak, jako jeden z nielicznych ma w tej drużynie charakter, gdy kolega z drużyny zostanie ostro potraktowany przez rywala to Obraniak jako jeden z pierwszych idzie pokazać że Polska to jest drużyna i żaden jej zawodnik nie będzie poniewierany. Niestety duża część mediów nie chce przyjąć do wiadomości jakichkolwiek pozytywów na temat "stranierich". Niektórzy dziennikarze za wystarczający powód do obrzucania błotem podają to, iż ktoś jest introwertykiem (Ludo). Niesamowita krytyka spotyka również Sebastiana Boenischa. Mimo iż jego umiejętności są zdecydowanie wyższe niż np. Wawrzyniaka, to każdy błąd obrońcy Leverkusen jest kilkakrotnie bardziej nagłaśniany i piętnowany niż wspomnianego obrońcy warszawskiej Legii. Nawet jeżeli błąd Boenischa jest pochodnym błędów innych zawodników (tak jak w meczu z Ukrainą) to polski kibic dostaje jasny przekaz: mecz zawalił nam Boenisch. Nie (naprawdę słabe i nieefektywne) trio z Dortmundu, nie Łukasik czy Rybus ale właśnie Boenisch. Kompletnie gorszący jest jeden z głównych powodów takiej nagonki na Boenischa, mianowicie wg mnie media wyżywają się na nim , ponieważ kiedyś nie chciał udzielić im wywiadu (co odbiło się bardzo głośnym echem)...
W tych trudnych chwilach opisane powyżej zachowania wobec naszych niektórych piłkarzy są obrzydliwe, zamiast budować drużynę, ratować ją-postanowiono ją dzielić,burzyć. Niezwykle przykre i poruszające są oświadczenia takie jak to Ludovica Obraniaka, który chce pokazać że wbrew opinii mediów jest normalnym człowiekiem: Poczułem się źle, jak każdy ambitny piłkarz. Dotąd byłem ważną częścią drużyny, ostatnio nie jestem. To decyzja trenera, ale dla mnie bardzo bolesna. A przecież u obecnego selekcjonera cztery razy grałem w podstawowym składzie i tylko z Irlandią nie miałem gola lub asysty. Mimo to jestem synonimem całego zła. Coś jest nie tak. Nie jestem odludkiem, to nieprawda i bzdura, że koledzy mnie nie akceptują. Brak znajomości polskiego nie jest przeszkodą w kontaktach, naprawdę bardzo się staram mówić po polsku. Niektórych zaskakuję na plus. Co innego jednak pożartować z chłopakami z zespołu, a co innego rozmawiać z prasą czy przed kamerami. Przepraszam, że nie mówię tak dobrze, jak wszyscy by chcieli. Ale zapytajcie Tytonia, Boenischa, Salamona, Polańskiego czy Koseckiego - z wieloma kadrowiczami mam fajne relacje. To mit, że w czasie wolnym nie wychodzę z pokoju. Gram w PlayStation, śmieję się i żartuję. Jest normalnie. Nieco mniejszy kontakt mam tylko z trójką z Dortmundu (śmiech). Z Kubą doszło do nieporozumień po meczu w Czarnogórze, ale puściliśmy je w niepamięć. Relacje z "Lewym" są coraz lepsze, idzie to w dobrym kierunku. Nie wiem, dlaczego nie widać tego na boisku. Robert to jeden z najlepszych napastników świata. Widocznie błąd leży po mojej stronie, bo to ja mam zagrać mu ostatnią piłkę i powinienem to robić lepiej. Nie jestem urodzonym rozgrywającym, w Bordeaux gram z boku, ale wynika to z systemu gry klubu. Nie oczekuję jednak, że gra kadry ma być ustawiona pode mnie. To ja mam się dostosować, a nie odwrotnie.
Ktoś powie: no to nie krytykujmy ich wcale, to zrobią się z nich "święte krowy". Tak? Po pierwsze: krytyka jest potrzebna, jednak musi być ona sensowna, konstruktywna, nie może mieć postaci nagonki, pastwienia się. Po drugie: skoro mówimy już o "świętych krowach" to pragnę zauważyć że takie przypadki już istnieją w kadrze i wbrew powszechnej opinii to nie żaden z "farbowanych lisów", tylko trzon zespołu, jego filary jak Lewandowski, Błaszczykowski czy Piszczek, którzy mogą grać beznadziejnie ale miejsce w wyjściowym składzie im się należy. Słynne już hasło jednego z dziennikarzy sportowych wypowiedziane w kontekście transferu Lewandowskiego "a dlaczego nie do Barcelony" budzi śmiech.
Wracając do Obraniaka- środowisko mediów nawołuje do odstawienia piłkarza od zespołu twierdząc że jest on nieprzydatny i tylko psuje atmosferę. O nie! Atmosferę to psuje właśnie olbrzymia nagonka nad piłkarzem, piłkarzem którego nie możemy się pozbyć ot tak. Jest to zawodnik wysokiej klasy jakich w Polsce mało. Ma świetną lewą nogę która już nie raz asystowała czy strzelała ważne bramki dające nam cenne punkty. Dlaczego piłkarz grający z sezonu na sezon coraz lepiej w swoim klubie ma taki problem z formą w reprezentacji? Wydaję mi się że jest to spowodowane błędnym ustawieniem przez trenera, błędnymi zadaniami meczowymi. Tak jak sam Obraniak stwierdził- drużyna nie może grać pod niego, jednak trener powinien dołożyć wszelkich starań aby taki zawodnik mógł na boisku dać z siebie maksimum najlepszych umiejętności. Umiejętności dużych, które świetnie piłkarz prezentuje w barwach Bordeaux rozgrywając najlepszy sezon w karierze pod względem strzelonych bramek. Obraniak, tak jak Boenisch i inni "stranieri" są bardzo ważnymi ogniwami naszej kadry, na których stratę nie możemy sobie pozwolić. Musimy im dawać wsparcie, gdyż pozostawieni samym sobie będą mieli jeszcze trudniej prezentować w drużynie to co najlepsze.
* {i jeszcze moja jedna mała prośba: wywalmy ze słownika to obrzydliwe określenie "farbowane lisy". Jak już mamy ich jakoś określać to może mniej obraźliwe będzie określenie "stranieri", którego użyłem w powyższym tekście?}
(ps.: zapraszam na Fb do akcji wspierania Ludo Obraniaka: http://www.facebook.com/events/324122597710300/?ref=ts&fref=ts )
poniedziałek, 1 kwietnia 2013
Zbawienne ustawienie dla polskiej reprezentacji?
Witam.
W poprzednim wpisie uznałem iż jedną z głównych przyczyn beznadziejnych wyników kadry narodowej jest nieefektywna, stara, przewidywalna taktyka. Wychodząc naprzeciw trenerowi Fornalikowi zgłaszam swoją propozycje ustawienia reprezentacji, tak aby jej zawodnicy mogli dać z siebie maksimum swoich dobrych umiejętności. Zastrzegam, iż nie jestem wybitnym specjalistą, nie mam wykształcenia trenerskiego-więc opisywane przeze mnie sytuacje mogą nie być przejrzyste, mogą wydawać się skomplikowane, ale będę się starał tego uniknąć). Zanim jednak przejdę do MOJEJ taktyki-w kilku zdaniach w bardzo prosty sposób wytknę błędy starego ustawienia,największą uwagę zwracając na naszych bocznych obrońców.
Odkąd selekcjonerem został Franciszek Smuda gramy systemem 4-2-3-1

Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że od tamtej chwili minęło 5 lat a nasza strategia nie uległa zmianie choć trenerem jest już ktoś inny. Z jednej strony można to zrozumieć, bo w końcu ustawienie to jest bardzo popularne w Europie, grają nim takie drużyny jak Real Madryt, Borussia Dortmund czy nasz Lech Poznań ale czy trzeba się tak do niego przywiązywać nawet gdy nie ma z tego efektów w postaci dobrych wyników czy chociaż dobrej gry? Grając tak długo jednym systemem na dodatek opierając ciężar gry na trójce, wydaje się najlepszych zawodników,nie dokonując roszad stajemy się całkowicie przewidywalni dla każdego rywala. Pokazał nam to dobitnie ostatni mecz z Ukrainą, gdy to razem z piłką zagraną do Kuby Błaszczykowskiego "w pakiecie" dołącza trzech,czasem czterech zawodników rywala skutecznie przeszkadzając nam w rozegraniu akcji. Podobnie sytuacja wygląda z resztą naszego eksportowego tria z BVB: Lewandowski osamotniony w ataku,ma na plecach również czasami po trzech rywali, zaś Piszczek biegnący w przód natychmiast,bez problemu zostaje pozbawiony rozegrania firmowej "klepki" z Kubą. W tym momencie kończy się nasz plan na wygranie meczu. Lewy "strzela focha" i zaczyna tylko chodzić po boisku, Kuba morduje się z kilkoma rywalami na raz, zaś Piszczek sfrustrowany bezradnością w ataku-popełnia fatalne błędy w obronie (o ile zdąży do niej wrócić bo nikt go przecież nie zaasekuruje).
Właśnie-asekuracja, modne w świecie futbolu słowo, jednak kompletnie niezrozumiane dla pierwszego lepszego polskiego trenera...
Po przeciwnej stronie boiska, na lewej obronie biega u nas Sebastian Boenisch, zawodnik wysoki, obunożny, szybki, z mocnym uderzeniem. Jednak podobnie jak Piszczkowi-z grą w ataku jest ok, ale w obronie popełnia głupie błędy (co jest przez media rozdmuchiwane do poziomu gigantycznego skandalu-o tym w innym tekście) wynikające często ze spóźnionego powrotu na pozycję bądź ze słabszej zwrotności. Zarówno "Piszczu" jak i "Seba" słyną z świetnej kondycji-stąd bardzo częste wykorzystywanie ich w roli zawodników ofensywnych, gdyż są w stanie biegać od pola karnego do pola karnego. Jednak w swoich klubach, w wypadku spóźnionego powrotu mają za sobą asekurację. Ba! Czasami wręcz nie muszą wracać biegiem na swoją pozycję, przygotowując się już do kontry swojego zespołu. Dlaczego? Bo ZAWSZE, wyznaczony przez trenera piłkarz innej formacji świetnie zaasekuruje swojego "zabieganego" kolegę. W przypadku BVB Piszczka asekuruje prawy defensywny pomocnik (np. Sven Bender), zaś w przypadku Bayeru Leverkusen często Boenischowi pomaga boczny pomocnik lub również jeden z defensywnych pomocników. Stąd obaj są bardzo efektywni w ataku. Wiedząc że za ich plecami w razie czego-stoi już kolega, mogą lepiej skupić się na wykonaniu zadań ofensywnych. Piszczek "rozklepie" rywala z Kubą, zaś Boenisch pośle wymierzoną, idealną centre na głowę Kiesslinga. W naszej reprezentacji dwójka defensywnych pomocników właściwie trudno powiedzieć jakie miała/ma zadania, bo na pewno nie asekuracja kolegów z obrony. Krychowiak czy Polański może nie grają źle, ale ich "przyspawanie" do pozycji jest irytujące. Obarczenie ich tylko jednym zadaniem (w postaci odebrania piłki przeciwnikowi podążającemu środkiem boiska) to w obecnym futbolu za mało. Niestety-zwykły kibic nie zrozumie, że jeżeli taki Boenisch nie zdąży raz wrócić i będzie gol, to nie jest tylko i wyłącznie wina Boenischa.
Innym problemem jaki bardzo krótko chciałbym opisać jest nasz atak pozycyjny, który od bardzo długiego czasu jest naszą piątą achillesową (niestety również nasz słynny skuteczny kontratak przechodzi do lamusa). Wspomniani przeze mnie wcześniej defensywni pomocnicy powinni odpowiadać za przebieg tegoż ataku, jednak ich podania zamiast penetrować obronę rywala i otwierać drogę do bramki skrzydłowym czy snajperowi-odbywają się na zasadzie: "do najbliższego i spokój". Dlaczego tak jest? O to trzeba zapytać samego trenera, bo jak to możliwe że taki Eugen Polański w Mainz potrafił wyłożyć świetną,prostopadłą piłkę koledze, zaś w reprezentacji najczęściej zagrywa w szerz bądź do najbliższego partnera. Ale w nowoczesnym futbolu za rozegranie nie odpowiadają tylko pomocnicy. Klasowa drużyna charakteryzuje się tym, że już z linii obrony potrafi jednym długim podaniem (pomijającym nawet pomoc) uruchomić napastnika. W naszej kadrze aż do meczu z San Marino nie widziałem takiego zawodnika-stopera potrafiącego zagrać dokładną, długą, prostopadłą piłkę. Tacy piłkarze jak Glik czy Wasilewski (z naciskiem na pierwszego) ledwo potrafią dokładnie podać do najbliższego kolegi z drużyny (zresztą nieporadność Glika już została doceniona w internecie i nazwna ironicznie "Glikitaką"). A dlaczego do meczu z San Marino? Bo w nim zadebiutował z orzełkiem na koszulce piłkarz młody, ukształtowany w innym systemie, w innej lidze. Bartosz Salamon, bo o nim mowa, na tle słabego rywala potrafił się jednak wyróżnić, wyróżnić czymś czego od dawna w polskiej drużynie narodowej nie widziałem. Jego świetne wyprowadzanie piłki z obrony, długie,dokładne podania do przodu zarówno górą jak i po ziemi rozjaśniły mi nieco ciemny obraz polskiej gry. Owszem, ktoś powie że z San Marino to żadne osiągnięcie,a jednak! Dla mnie nawet w takim meczu postawa tego młodziana zasługuje na oklaski, bowiem żaden z jego starszych kolegów czy to w meczu właśnie z amatorami czy z jakimś innym rywalem-nie miał odwagi spróbować odważnego, innowacyjnego wręcz jak na polskie warunki zagrania. Dlatego też Salamona traktuję bardzo poważnie w kontekście mojej taktyki, oto i ona: 5-4-1
*personalia wybrane wg mojej obiektywnej oceny umiejętności i przydatności bez względu na to czy ktoś ma teraz kontuzję czy nie bądź akurat teraz gra słabiej w reprezentacji.

Jest to ustawienie wyjściowe.Tak, nie przewidziało ci się! Widzisz tu 5 obrońców. W błędzie są ci, którzy myślą iż jest to ustawienie ultra-defensywne. Zacznijmy od początku, czyli od obrony:
na papierze widzimy 5 nominalnych obrońców, jednak z czasem przekonacie się że w obronie pozostanie trójka stoperów. Piszczek i Boenisch to w praktyce skrzydłowi, których głównym zadaniem będzie napędzanie ataków bądź nawet ich wykańczanie-jednak gdy będziemy przyjmowali atak pozycyjny rywala mają wspierać stoperów. Stoperzy-oni się nie ruszają do przodu. Jest lewonożny Komorowski który będzie asekurował Boenischa, jest prawonożny Perquis który będzie ubezpieczał Piszczka, jest i w końcu mój ulubieniec czyli Salamon-on będzie odpowiadał za rozgrywanie piłki z linii obrony. Na środku pomocy Krychowiak-to jest taka polska odpowiedź na Sergio Busquetsa, wraz z Polańskim tworzą pierwsze zasieki, w które ma wpaść atak rywali, z tym że gracz Reims będzie typowo defensywnym pomocnikiem, czasem nawet wracającym na poz. stopera bądź bocznego obrońcy zaś gracz Hoffenheim nie będzie miał aż takich zadań obronnych, jednak również będzie musiał pomóc koledze w przerwaniu natarcia przeciwnika oraz-będzie musiał natychmiast po przejęciu piłki dać początek akcji Polaków. Kuba-jak pisałem na początku tekstu, on zawsze ma "plaster" w postaci od dwóch do nawet czterech graczy przeciwnika, trzeba to w końcu wykorzystać! Tak więc w przypadku ataku pozycyjnego PL będzie on schodził do środka zabierając kilku rywali tym samym otwierając korytarz Piszczkowi. Z Obraniakiem sytuacja wygląda podobnie. Będzie on schodził do środka usiłując bądź strzelać, bądź zagrywać do Lewandowskiego, co jednocześnie stworzy przestrzeń dla Boenischa. A Lewandowski? Jego zadaniem będzie przede wszystkim zgrywanie długich piłek do któregoś ze zbiegających kolegów (np. do Błaszczykowskiego) lub wycofywanie ich do tyłu na strzał dla Obraniaka czy Polańskiego. Poza tym "Lewy" tradycyjnie będzie musiał próbować zagrać kombinacyjną akcję z kolegami, czy po prostu wykańczać dośrodkowania/podania od Piszczka czy Boenischa. Mniej więcej w ataku pozycyjnym Polski wygląda to tak:
Zobaczmy co się w tym momencie może stać: Lewandowski nie może tym razem narzekać na brak wsparcia kolegów. Podaną piłkę, jeżeli nie będzie mógł z niej strzelić, może zgrać czy to Kubie czy Ludo, bądź zagrać z nimi akcję kombinacyjną (nawet może w to się zaangażować Boenisch czy Piszczek). Apropo, nasi boczni obrońcy są teraz ustawieni tak jak w swoich klubach, tak więc Seba może zacentrować spokojnie idealną piłkę na głowę "Lewego", Piszczu zaś może zbiec do końcowej linii pola karnego i wyłożyć piłkę napastnikowi czy komuś do tyłu lub zagrać kombinacyjnie i samemu próbować oddać strzał z dogodnej pozycji. Wersja hard: Piszczek z bocznego sektora na linii 16stki dorzuca długą piłkę którą zamyka...wbiegający jako drugi napastnik Sebastian Boenisch! (Kuba i Ludo już w tym czasie wycofują się przed 16stkę żeby w razie czego przejąć bezpańską piłkę wybitą z pola karnego nie dopuszczając tym samym do kontrataku)
A teraz przeanalizujmy jak mógłby wyglądać NASZ kontratak przy wyjściowym ustawieniu 5-4-1
W sytuacji gdy się bronimy-w defensywę zaangażowani są wszyscy oprócz trójki Obraniak& Lewandowski & Błaszczykowski- oni zostają w okolicach środka boiska, i oczekują na długie wybicie/podanie od obrońców. Wówczas gdy np. Obraniak dostaje piłkę-Lewy i Kuba rozbiegają się tak aby stworzyć jak najwięcej możliwości do zagrania dla biegnącego z piłką Ludo. Jako wsparcie do ataku może pobiec jeden z bocznych obrońców czy któryś ze środkowych pomocników. Kontratak ten powinien być jak najszybszy, z małą ilością podań (jedno długie ze strefy obrony, później góra trzy pomiędzy atakującym trio).

Tak więc podsumowując: obecna taktyka reprezentacji Polski jest nieskuteczna, nieefektywna. To do taktyki są dobierani piłkarze a nie taktyka do piłkarzy, tym samym nasze największe atuty takie jak gra skrzydłami, wykorzystanie świetnych bocznych obrońców czy w końcu wykorzystanie Ludovica Obraniaka-są zabijane w zarodku. Grając atakiem pozycyjnym nie jesteśmy w stanie zagrozić żadnej drużynie, nie potrafimy wykonać dobrego, prostopadłego podania. Nasza taktyka pozostająca niezmienioną od kilku lat nie jest żadnym zaskoczeniem dla rywala który w pełni to wykorzystuje pozbawiając nas wyżej wymienionych głównych atutów. Również nasza dotychczasowa broń jaką są słynne kontrataki staje się bronią coraz mniej skuteczną, używaną nieudolnie, nie dającą żadnego efektu. Najwyższa pora zmienić to ustawienie kadry narodowej, lecz do tego jest potrzebna osoba odważna, bezkompromisowa. Czy taką osobą jest trener Waldemar Fornalik? Niestety wątpię gdyż gdyby ową osobą był to już dawno oglądalibyśmy reprezentację lepszą, reprezentację zwycięską.
(ps: któryś następny wpis poświęcę na stałe fragmenty gry;)
W poprzednim wpisie uznałem iż jedną z głównych przyczyn beznadziejnych wyników kadry narodowej jest nieefektywna, stara, przewidywalna taktyka. Wychodząc naprzeciw trenerowi Fornalikowi zgłaszam swoją propozycje ustawienia reprezentacji, tak aby jej zawodnicy mogli dać z siebie maksimum swoich dobrych umiejętności. Zastrzegam, iż nie jestem wybitnym specjalistą, nie mam wykształcenia trenerskiego-więc opisywane przeze mnie sytuacje mogą nie być przejrzyste, mogą wydawać się skomplikowane, ale będę się starał tego uniknąć). Zanim jednak przejdę do MOJEJ taktyki-w kilku zdaniach w bardzo prosty sposób wytknę błędy starego ustawienia,największą uwagę zwracając na naszych bocznych obrońców.
Odkąd selekcjonerem został Franciszek Smuda gramy systemem 4-2-3-1

Właśnie-asekuracja, modne w świecie futbolu słowo, jednak kompletnie niezrozumiane dla pierwszego lepszego polskiego trenera...
Po przeciwnej stronie boiska, na lewej obronie biega u nas Sebastian Boenisch, zawodnik wysoki, obunożny, szybki, z mocnym uderzeniem. Jednak podobnie jak Piszczkowi-z grą w ataku jest ok, ale w obronie popełnia głupie błędy (co jest przez media rozdmuchiwane do poziomu gigantycznego skandalu-o tym w innym tekście) wynikające często ze spóźnionego powrotu na pozycję bądź ze słabszej zwrotności. Zarówno "Piszczu" jak i "Seba" słyną z świetnej kondycji-stąd bardzo częste wykorzystywanie ich w roli zawodników ofensywnych, gdyż są w stanie biegać od pola karnego do pola karnego. Jednak w swoich klubach, w wypadku spóźnionego powrotu mają za sobą asekurację. Ba! Czasami wręcz nie muszą wracać biegiem na swoją pozycję, przygotowując się już do kontry swojego zespołu. Dlaczego? Bo ZAWSZE, wyznaczony przez trenera piłkarz innej formacji świetnie zaasekuruje swojego "zabieganego" kolegę. W przypadku BVB Piszczka asekuruje prawy defensywny pomocnik (np. Sven Bender), zaś w przypadku Bayeru Leverkusen często Boenischowi pomaga boczny pomocnik lub również jeden z defensywnych pomocników. Stąd obaj są bardzo efektywni w ataku. Wiedząc że za ich plecami w razie czego-stoi już kolega, mogą lepiej skupić się na wykonaniu zadań ofensywnych. Piszczek "rozklepie" rywala z Kubą, zaś Boenisch pośle wymierzoną, idealną centre na głowę Kiesslinga. W naszej reprezentacji dwójka defensywnych pomocników właściwie trudno powiedzieć jakie miała/ma zadania, bo na pewno nie asekuracja kolegów z obrony. Krychowiak czy Polański może nie grają źle, ale ich "przyspawanie" do pozycji jest irytujące. Obarczenie ich tylko jednym zadaniem (w postaci odebrania piłki przeciwnikowi podążającemu środkiem boiska) to w obecnym futbolu za mało. Niestety-zwykły kibic nie zrozumie, że jeżeli taki Boenisch nie zdąży raz wrócić i będzie gol, to nie jest tylko i wyłącznie wina Boenischa.
Innym problemem jaki bardzo krótko chciałbym opisać jest nasz atak pozycyjny, który od bardzo długiego czasu jest naszą piątą achillesową (niestety również nasz słynny skuteczny kontratak przechodzi do lamusa). Wspomniani przeze mnie wcześniej defensywni pomocnicy powinni odpowiadać za przebieg tegoż ataku, jednak ich podania zamiast penetrować obronę rywala i otwierać drogę do bramki skrzydłowym czy snajperowi-odbywają się na zasadzie: "do najbliższego i spokój". Dlaczego tak jest? O to trzeba zapytać samego trenera, bo jak to możliwe że taki Eugen Polański w Mainz potrafił wyłożyć świetną,prostopadłą piłkę koledze, zaś w reprezentacji najczęściej zagrywa w szerz bądź do najbliższego partnera. Ale w nowoczesnym futbolu za rozegranie nie odpowiadają tylko pomocnicy. Klasowa drużyna charakteryzuje się tym, że już z linii obrony potrafi jednym długim podaniem (pomijającym nawet pomoc) uruchomić napastnika. W naszej kadrze aż do meczu z San Marino nie widziałem takiego zawodnika-stopera potrafiącego zagrać dokładną, długą, prostopadłą piłkę. Tacy piłkarze jak Glik czy Wasilewski (z naciskiem na pierwszego) ledwo potrafią dokładnie podać do najbliższego kolegi z drużyny (zresztą nieporadność Glika już została doceniona w internecie i nazwna ironicznie "Glikitaką"). A dlaczego do meczu z San Marino? Bo w nim zadebiutował z orzełkiem na koszulce piłkarz młody, ukształtowany w innym systemie, w innej lidze. Bartosz Salamon, bo o nim mowa, na tle słabego rywala potrafił się jednak wyróżnić, wyróżnić czymś czego od dawna w polskiej drużynie narodowej nie widziałem. Jego świetne wyprowadzanie piłki z obrony, długie,dokładne podania do przodu zarówno górą jak i po ziemi rozjaśniły mi nieco ciemny obraz polskiej gry. Owszem, ktoś powie że z San Marino to żadne osiągnięcie,a jednak! Dla mnie nawet w takim meczu postawa tego młodziana zasługuje na oklaski, bowiem żaden z jego starszych kolegów czy to w meczu właśnie z amatorami czy z jakimś innym rywalem-nie miał odwagi spróbować odważnego, innowacyjnego wręcz jak na polskie warunki zagrania. Dlatego też Salamona traktuję bardzo poważnie w kontekście mojej taktyki, oto i ona: 5-4-1
*personalia wybrane wg mojej obiektywnej oceny umiejętności i przydatności bez względu na to czy ktoś ma teraz kontuzję czy nie bądź akurat teraz gra słabiej w reprezentacji.

Jest to ustawienie wyjściowe.Tak, nie przewidziało ci się! Widzisz tu 5 obrońców. W błędzie są ci, którzy myślą iż jest to ustawienie ultra-defensywne. Zacznijmy od początku, czyli od obrony:
na papierze widzimy 5 nominalnych obrońców, jednak z czasem przekonacie się że w obronie pozostanie trójka stoperów. Piszczek i Boenisch to w praktyce skrzydłowi, których głównym zadaniem będzie napędzanie ataków bądź nawet ich wykańczanie-jednak gdy będziemy przyjmowali atak pozycyjny rywala mają wspierać stoperów. Stoperzy-oni się nie ruszają do przodu. Jest lewonożny Komorowski który będzie asekurował Boenischa, jest prawonożny Perquis który będzie ubezpieczał Piszczka, jest i w końcu mój ulubieniec czyli Salamon-on będzie odpowiadał za rozgrywanie piłki z linii obrony. Na środku pomocy Krychowiak-to jest taka polska odpowiedź na Sergio Busquetsa, wraz z Polańskim tworzą pierwsze zasieki, w które ma wpaść atak rywali, z tym że gracz Reims będzie typowo defensywnym pomocnikiem, czasem nawet wracającym na poz. stopera bądź bocznego obrońcy zaś gracz Hoffenheim nie będzie miał aż takich zadań obronnych, jednak również będzie musiał pomóc koledze w przerwaniu natarcia przeciwnika oraz-będzie musiał natychmiast po przejęciu piłki dać początek akcji Polaków. Kuba-jak pisałem na początku tekstu, on zawsze ma "plaster" w postaci od dwóch do nawet czterech graczy przeciwnika, trzeba to w końcu wykorzystać! Tak więc w przypadku ataku pozycyjnego PL będzie on schodził do środka zabierając kilku rywali tym samym otwierając korytarz Piszczkowi. Z Obraniakiem sytuacja wygląda podobnie. Będzie on schodził do środka usiłując bądź strzelać, bądź zagrywać do Lewandowskiego, co jednocześnie stworzy przestrzeń dla Boenischa. A Lewandowski? Jego zadaniem będzie przede wszystkim zgrywanie długich piłek do któregoś ze zbiegających kolegów (np. do Błaszczykowskiego) lub wycofywanie ich do tyłu na strzał dla Obraniaka czy Polańskiego. Poza tym "Lewy" tradycyjnie będzie musiał próbować zagrać kombinacyjną akcję z kolegami, czy po prostu wykańczać dośrodkowania/podania od Piszczka czy Boenischa. Mniej więcej w ataku pozycyjnym Polski wygląda to tak:
Zobaczmy co się w tym momencie może stać: Lewandowski nie może tym razem narzekać na brak wsparcia kolegów. Podaną piłkę, jeżeli nie będzie mógł z niej strzelić, może zgrać czy to Kubie czy Ludo, bądź zagrać z nimi akcję kombinacyjną (nawet może w to się zaangażować Boenisch czy Piszczek). Apropo, nasi boczni obrońcy są teraz ustawieni tak jak w swoich klubach, tak więc Seba może zacentrować spokojnie idealną piłkę na głowę "Lewego", Piszczu zaś może zbiec do końcowej linii pola karnego i wyłożyć piłkę napastnikowi czy komuś do tyłu lub zagrać kombinacyjnie i samemu próbować oddać strzał z dogodnej pozycji. Wersja hard: Piszczek z bocznego sektora na linii 16stki dorzuca długą piłkę którą zamyka...wbiegający jako drugi napastnik Sebastian Boenisch! (Kuba i Ludo już w tym czasie wycofują się przed 16stkę żeby w razie czego przejąć bezpańską piłkę wybitą z pola karnego nie dopuszczając tym samym do kontrataku)
A teraz przeanalizujmy jak mógłby wyglądać NASZ kontratak przy wyjściowym ustawieniu 5-4-1

Tak więc podsumowując: obecna taktyka reprezentacji Polski jest nieskuteczna, nieefektywna. To do taktyki są dobierani piłkarze a nie taktyka do piłkarzy, tym samym nasze największe atuty takie jak gra skrzydłami, wykorzystanie świetnych bocznych obrońców czy w końcu wykorzystanie Ludovica Obraniaka-są zabijane w zarodku. Grając atakiem pozycyjnym nie jesteśmy w stanie zagrozić żadnej drużynie, nie potrafimy wykonać dobrego, prostopadłego podania. Nasza taktyka pozostająca niezmienioną od kilku lat nie jest żadnym zaskoczeniem dla rywala który w pełni to wykorzystuje pozbawiając nas wyżej wymienionych głównych atutów. Również nasza dotychczasowa broń jaką są słynne kontrataki staje się bronią coraz mniej skuteczną, używaną nieudolnie, nie dającą żadnego efektu. Najwyższa pora zmienić to ustawienie kadry narodowej, lecz do tego jest potrzebna osoba odważna, bezkompromisowa. Czy taką osobą jest trener Waldemar Fornalik? Niestety wątpię gdyż gdyby ową osobą był to już dawno oglądalibyśmy reprezentację lepszą, reprezentację zwycięską.
(ps: któryś następny wpis poświęcę na stałe fragmenty gry;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
