sobota, 10 października 2015

Remis tu, remis tam, remis nie pomaga nam...



W przedostatniej kolejce spotkań grupy D kwalifikacji do Euro 2016 Polska zremisowała na wyjeździe ze Szkocją 2-2. Niestety remis ten, wywalczony w dramatycznych okolicznościach nie pozwalał nam cieszyć się z awansu do Mistrzostw Europy. W innym meczu grupy D Irlandia niespodziewanie pokonała Niemców (1:0) i w walce o bezpośredni awans zmierzy się właśnie z Polakami.

Przebieg meczu w Glasgow był podobny do pierwszego spotkania w Warszawie. To Polacy rzucili się pierwsi do ataku, czego efektem był gol strzelony przez R. Lewandowskiego już w 2 minucie meczu. Od tego momentu biało-czerwoni zaczęli totalnie dominować nad rywalem. Agresywny, wysoki pressing, skuteczne odbiory, długie utrzymywanie się przy piłce. Jednak właśnie. Ostatni element działał ale tylko do pewnego momentu i pod pewnymi warunkami. Mianowicie potrafiliśmy spokojnie przetransportować piłkę spod „szesnastki” przeciwnika aż pod naszą. Jednak problem pojawiał się wtedy, gdy trzeba było piłkę skierować z powrotem pod bramkę przeciwnika. O ile czasami Krychowiakowi udawały się długie, diagonalne przerzuty, o tyle rozegranie przez naszą formację obronną kończyło się na podawaniu piłki do najbliższego kolegi wszerz boiska (powszechnie znana trasa Rybus-Pazdan-Glik-Piszczek). Doskonale nasz moment słabości zaczęli wykorzystywać Szkoci, którzy podchodząc pod nas wyżej (od ok 20minuty) prowokowali do dalekich wybić Glika, bądź Fabiańskiego. Z tym drugim mamy o tyle dobrze, że nasz bramkarz w miarę nieźle gra nogami, więc jego wykopy nie kończyły się na trybunach bądź pod nogami rywala. Dodatkowym naszych schematem rozegrania od tyłu było podawanie piłki na prawą stronę do Piszczka, a ten wraz z Kubą Błaszczykowskim bądź czasami schodzącym do prawej strony Krzysztofem Mączyńskim próbowali tworzyć atak prawym skrzydłem. Gdy inicjatywa przez dłuższy czas należała do podopiecznych Gordona Strachana, odbiorami i przechwytami imponowali Krychowiak, Błaszczykowski czy Mączyński. Niestety tradycyjnie nie funkcjonowało dobrze u nas rozegranie przez środek boiska co spowodowane było tym, że zarówno Szkoci zagęszczali tą część boiska, jak i to że po prostu od dawna nie mamy w kadrze dobrych zawodników, u których kreatywność to pierwszorzędna cecha. Tacy zawodnicy istnieją, powtarzam to od dawna, jednak albo selekcjoner Nawałka jest pokłócony z Polańskim, albo w powołaniach ignoruje naprawdę nieźle radzącego sobie na zapleczu Seria A Salamona. Jest też Marcin Kamiński ale niestety jego zbyt częste wahania formy nie pozwalają traktować go obecnie w kategoriach reprezentanta. Może „Kamykowi” pomogłoby przesunięcie z pozycji obrońcy na pozycję defensywnego pomocnika?

Pierwsza połowa była naprawdę niezła w naszym wykonaniu, chociaż pozwoliliśmy w ostatniej akcji oddać przepiękny strzał Mattowi Ritchie. Dobrze wychodziło nam przyśpieszanie gry na skrzydłach, dobrze współpracowali boczni obrońcy z bocznymi pomocnikami jednak cały czas brakowało kluczowego podania otwierającego drogę do bramki.  Potrafiliśmy dominować nad Szkotami jednak brakowało efektów tej dominacji. Mieliśmy jedynie 2 okazje bramkowe. Krychowiak dwoił się i troił, to skutecznie odbierał, to udanie grał do przodu (dryblingi, przerzuty). Mączyński również nie odstawał jednak wciąż w jego postawie brakowało tego na co tak czekamy, czyli rozegrania, prostopadłych podań do przodu, więcej ryzyka.

Druga połowa znów rozpoczęła się od ataków Polski –groźny strzał Milika. Po raz kolejny warto pochwalić współpracę na boisku właśnie snajpera Ajaxu z R. Lewandowskim. Jednak tym razem Szkoci nie czekali z atakami na dalszą część meczu. Od razu zaczęli podchodzić „wyżej” oraz odbierać piłkę w bardziej agresywny i zdecydowany sposób. Polska zaczęła grać statycznie, przewidywalnie, cały czas widoczny był brak osoby, która uporządkowałaby naszą grę w środku boiska. Od 50 minuty zaznacza się przewaga „Celtów”, wysoki pressing, zaostrzenie gry poskutkowało golem w 61 minucie (S.Fletcher). Polacy w głupi sposób stracili piłkę (zbyt szybka próba rozegrania rzutu wolnego), brak koncentracji, brak Rybusa który był przekonany że błyskawicznie wznowimy grę więc zbyt wcześnie ruszył do przodu, Pazdan spóźniony z asekuracją i Steven Fletcher pięknym strzałem wewnętrzną częścią stopy po dalszym słupku pokonuje bezradnego Fabiańskiego. Polska ma coraz większe problemy, na domiar złego z kontuzją musi opuścić boisko Milik. I od tego momentu zaczęliśmy obserwować bardzo dziwne decyzje personalne trenera Nawałki, gdyż za napastnika Ajaxu wchodzi na boisko… Tomasz Jodłowiec, czyli defensywny pomocnik. Z jednej strony można tłumaczyć to tym, że próbujemy „odbić” środek pola, stawiamy na walkę i agresywność jednak tym samym, mając lepszych piłkarzy po raz kolejny musimy przyjąć warunki jakie dyktuje nam rywal zamiast próbować „grać w piłkę” czyli narzucać swój styl oparty w większej mierze na technice, szybkości, kreatywności. Widząc, że gra nam się nie klei, Krychowiak (człowiek orkiestra w tym meczu) co raz częściej decyduje się na solowe akcje zakończone strzałem. Z każdą minutą pressing Szkocji wzmagał się, nie radziliśmy sobie z nim, coraz więcej strat, kolejna dziwna zmiana, Rybusa (który co prawda miał żółtą kartkę ale spisywał się poprawnie) zmienia Wawrzyniak. To tylko potwierdziło, że nie jesteśmy w stanie grać po swojemu, musimy pójść na wymianę ciosów. A skoro przystajemy na warunki rywala, to i rywal w nich sobie lepiej radzi. Zasada ta powtarzała się zarówno w pierwszych naszych spotkaniach ze Szkocją i Irlandią, jak i powtórzy się zapewne w niedzielnym starciu na Narodowym. Ostatnią zmianą jaką przeprowadził Nawałka była zamiana Błaszczykowskiego na Olkowskiego, czyli znów zawodnik usposobiony ofensywnie ustępuje miejsca nominalnemu defensorowi. W tym miejscu warto odnotować, że tacy piłkarze jak Kapustka i Peszko, czyli właśnie teoretyczne wsparcie polskiej ofensywy, usiedli na trybunach. Na ławce rezerwowych mieliśmy przede wszystkim bramkarzy, obrońców, defensywnych pomocników… Były trener Górnika Zabrze a obecnie selekcjoner po raz kolejny utrudnia sobie życie taką a nie inną selekcją. Dlaczego zmarnował tyle czasu na testowanie zawodników, o których wiadomo było że nie będą na dłuższą metę brani pod uwagę w walce o miejsce w kadrze <selekcja negatywna>?

W doliczonym czasie postawiliśmy wszystko na jedną kartę, „gra na chaos” i ten szczęśliwie wywalczony przez Glika rzut wolny, który z gigantycznym fartem (fatalne dośrodkowanie Grosickiego i słupek) na gola zamienia najlepszy napastnik świata.

Podsumowując: Polacy zagrali podobnie jak w poprzednich spotkaniach, czyli fragmentami bardzo dobrze, agresywnie w odbiorze, skuteczny średni i wysoki pressing, dobra współpraca na skrzydłach, skuteczność Lewandowskiego jednak znów nie potrafiliśmy przełożyć momentów dominacji na sytuacje bramkowe. Co z tego, że potrafiliśmy dłuższymi momentami szanować piłkę, jeżeli w momencie gdy wracała ona do naszej linii obrony nie potrafiliśmy jej szybko i skutecznie wyprowadzić tak aby zagrozić przeciwnikowi. Jesteśmy zmuszeni liczyć na celność i dokładność długich piłek Fabiańskiego, Glika czy Krychowiaka. W obecnym futbolu to trochę ubogi zestaw.
Cieszy dobra współpraca Piszczka i Błaszczykowskiego, który po dłuższej przerwie znów spotkali się na prawej stronie. Na korzyść obrońcy Borussii Dortmund działało to, że w meczu nie grał Ikechi Anya który kilka miesięcy wcześniej szalał na tej stronie defensywy. Co do Kuby Błaszczykowskiego- dobra postawa w destrukcji, jednak ciągle Kuba nie jest dobrze wpasowany w system i strategię Nawałki, m.in. dużo niecelnych dośrodkowań.  W tym meczu mniej widoczny był Grosicki, to on stracił piłkę przed golem Fletchera, również kiepskie dośrodkowania. Krychowiak w Hiszpanii zyskał pseudonim „maszyna”. Jeżeli ktoś nie wie dlaczego, to mecz ze Szkotami jak najbardziej daje na to odpowiedź (m.in. wygrał 14 z 17 pojedynków z przeciwnikiem). Mączyński. Pozytywne zaskoczenie tego meczu, solidny występ, pomocnik Wisły Karków był o wiele bardziej pewny siebie niż w poprzednich (bardzo słabych) występach w koszulce z orzełkiem na piersi. Dużo pracy w defensywie, dużo walki, pokazywał się w ofensywie, odbiory, dryblingi, dobra współpraca z polskim prawym skrzydłem. Jednak wciąż brakuje wisienki na torcie czyli tego, czego tak bardzo od niego potrzebujemy jako (rzekomego) playmakera. Więcej podań do przodu, więcej ryzyka i odwagi, bo jak na razie wciąż asekuracyjnie granie do najbliższego, do tyłu, wstrzymywanie gry. Trzeba mieć nadzieję, że progres jaki tym meczem osiągnął Mączyński będzie się utrzymywał i pomocnik Wisły wreszcie regularnie będzie stawiał czoła wyzwaniom na boiskach międzynarodowych. Ponownie solidnie na lewej obronie zagrał Rybus, jednak jego zapędy skutecznie utemperowała żółta kartka za ostry faul. Po raz kolejny dobrze współpracował duet Milik-Lewandowski. Takich dwóch napastników, w takiej formie nie ma żadna reprezentacja na Starym Kontynencie. Jak wspomniałem na początku- to był kolejny mecz w którym graliśmy tylko fragmentami dobrze. O ile pierwsza połowa była solidna, o tyle w drugiej nie potrafiliśmy zapanować nad tym co się dzieje. Tak było w meczach i z Niemcami, i ze Szkotami, i z Irlandią w Dublinie. Tak też było w meczach z autsajderami czyli Gruzją i pierwszym meczem z Gibraltarem. Nie byliśmy w stanie panować nad boiskowymi wydarzeniami przez dwie połowy. Owszem, reprezentacja Nawałki prezentuje się lepiej od tych Fornalika i Smudy, jednak największym atutem jaki ma obecny selekcjoner a nie mieli tego poprzednicy to szczęście. Boiskowy fart, gdyż sama postawa na boisku pozostawia jeszcze sporo do życzenia. W tych kwalifikacjach potrafiliśmy pokonać jedynie Gibraltar, Gruzję no i Niemców ten jeden, jedyny na miliard raz. Nie mamy własnego stylu gry, który pozwalałby nam górować mądrością grania i wykorzystywaniem naszego potencjału nad takimi równorzędnymi rywalami jak Szkocja czy Irlandia. Musimy przyjmować ich warunki, przeciwnik ściąga nas na swój siermiężny poziom a potem dominuje nad nami swoim doświadczeniem na tym właśnie poziomie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Translate