W przedostatniej kolejce spotkań
grupy D kwalifikacji do Euro 2016 Polska zremisowała na wyjeździe ze Szkocją
2-2. Niestety remis ten, wywalczony w dramatycznych okolicznościach nie
pozwalał nam cieszyć się z awansu do Mistrzostw Europy. W innym meczu grupy D
Irlandia niespodziewanie pokonała Niemców (1:0) i w walce o bezpośredni awans
zmierzy się właśnie z Polakami.
Przebieg meczu w Glasgow był
podobny do pierwszego spotkania w Warszawie. To Polacy rzucili się pierwsi do
ataku, czego efektem był gol strzelony przez R. Lewandowskiego już w 2 minucie
meczu. Od tego momentu biało-czerwoni zaczęli totalnie dominować nad rywalem.
Agresywny, wysoki pressing, skuteczne odbiory, długie utrzymywanie się przy
piłce. Jednak właśnie. Ostatni element działał ale tylko do pewnego momentu i
pod pewnymi warunkami. Mianowicie potrafiliśmy spokojnie przetransportować
piłkę spod „szesnastki” przeciwnika aż pod naszą. Jednak problem pojawiał się
wtedy, gdy trzeba było piłkę skierować z powrotem pod bramkę przeciwnika. O ile
czasami Krychowiakowi udawały się długie, diagonalne przerzuty, o tyle
rozegranie przez naszą formację obronną kończyło się na podawaniu piłki do
najbliższego kolegi wszerz boiska (powszechnie znana trasa
Rybus-Pazdan-Glik-Piszczek). Doskonale nasz moment słabości zaczęli
wykorzystywać Szkoci, którzy podchodząc pod nas wyżej (od ok 20minuty)
prowokowali do dalekich wybić Glika, bądź Fabiańskiego. Z tym drugim mamy o
tyle dobrze, że nasz bramkarz w miarę nieźle gra nogami, więc jego wykopy nie
kończyły się na trybunach bądź pod nogami rywala. Dodatkowym naszych schematem
rozegrania od tyłu było podawanie piłki na prawą stronę do Piszczka, a ten wraz
z Kubą Błaszczykowskim bądź czasami schodzącym do prawej strony Krzysztofem
Mączyńskim próbowali tworzyć atak prawym skrzydłem. Gdy inicjatywa przez
dłuższy czas należała do podopiecznych Gordona Strachana, odbiorami i
przechwytami imponowali Krychowiak, Błaszczykowski czy Mączyński. Niestety
tradycyjnie nie funkcjonowało dobrze u nas rozegranie przez środek boiska co
spowodowane było tym, że zarówno Szkoci zagęszczali tą część boiska, jak i to
że po prostu od dawna nie mamy w kadrze dobrych zawodników, u których kreatywność
to pierwszorzędna cecha. Tacy zawodnicy istnieją, powtarzam to od dawna, jednak
albo selekcjoner Nawałka jest pokłócony z Polańskim, albo w powołaniach
ignoruje naprawdę nieźle radzącego sobie na zapleczu Seria A Salamona. Jest też
Marcin Kamiński ale niestety jego zbyt częste wahania formy nie pozwalają
traktować go obecnie w kategoriach reprezentanta. Może „Kamykowi” pomogłoby
przesunięcie z pozycji obrońcy na pozycję defensywnego pomocnika?
Pierwsza połowa była naprawdę
niezła w naszym wykonaniu, chociaż pozwoliliśmy w ostatniej akcji oddać
przepiękny strzał Mattowi Ritchie. Dobrze wychodziło nam przyśpieszanie gry na
skrzydłach, dobrze współpracowali boczni obrońcy z bocznymi pomocnikami jednak
cały czas brakowało kluczowego podania otwierającego drogę do bramki. Potrafiliśmy dominować nad Szkotami jednak
brakowało efektów tej dominacji. Mieliśmy jedynie 2 okazje bramkowe. Krychowiak
dwoił się i troił, to skutecznie odbierał, to udanie grał do przodu (dryblingi,
przerzuty). Mączyński również nie odstawał jednak wciąż w jego postawie
brakowało tego na co tak czekamy, czyli rozegrania, prostopadłych podań do
przodu, więcej ryzyka.
Druga połowa znów rozpoczęła się
od ataków Polski –groźny strzał Milika. Po raz kolejny warto pochwalić
współpracę na boisku właśnie snajpera Ajaxu z R. Lewandowskim. Jednak tym razem
Szkoci nie czekali z atakami na dalszą część meczu. Od razu zaczęli podchodzić „wyżej”
oraz odbierać piłkę w bardziej agresywny i zdecydowany sposób. Polska zaczęła
grać statycznie, przewidywalnie, cały czas widoczny był brak osoby, która
uporządkowałaby naszą grę w środku boiska. Od 50 minuty zaznacza się przewaga „Celtów”,
wysoki pressing, zaostrzenie gry poskutkowało golem w 61 minucie (S.Fletcher).
Polacy w głupi sposób stracili piłkę (zbyt szybka próba rozegrania rzutu
wolnego), brak koncentracji, brak Rybusa który był przekonany że błyskawicznie
wznowimy grę więc zbyt wcześnie ruszył do przodu, Pazdan spóźniony z asekuracją
i Steven Fletcher pięknym strzałem wewnętrzną częścią stopy po dalszym słupku
pokonuje bezradnego Fabiańskiego. Polska ma coraz większe problemy, na domiar
złego z kontuzją musi opuścić boisko Milik. I od tego momentu zaczęliśmy
obserwować bardzo dziwne decyzje personalne trenera Nawałki, gdyż za napastnika
Ajaxu wchodzi na boisko… Tomasz Jodłowiec, czyli defensywny pomocnik. Z jednej
strony można tłumaczyć to tym, że próbujemy „odbić” środek pola, stawiamy na
walkę i agresywność jednak tym samym, mając lepszych piłkarzy po raz kolejny
musimy przyjąć warunki jakie dyktuje nam rywal zamiast próbować „grać w piłkę”
czyli narzucać swój styl oparty w większej mierze na technice, szybkości,
kreatywności. Widząc, że gra nam się nie klei, Krychowiak (człowiek orkiestra w
tym meczu) co raz częściej decyduje się na solowe akcje zakończone strzałem. Z
każdą minutą pressing Szkocji wzmagał się, nie radziliśmy sobie z nim, coraz
więcej strat, kolejna dziwna zmiana, Rybusa (który co prawda miał żółtą kartkę
ale spisywał się poprawnie) zmienia Wawrzyniak. To tylko potwierdziło, że nie
jesteśmy w stanie grać po swojemu, musimy pójść na wymianę ciosów. A skoro
przystajemy na warunki rywala, to i rywal w nich sobie lepiej radzi. Zasada ta
powtarzała się zarówno w pierwszych naszych spotkaniach ze Szkocją i Irlandią,
jak i powtórzy się zapewne w niedzielnym starciu na Narodowym. Ostatnią zmianą
jaką przeprowadził Nawałka była zamiana Błaszczykowskiego na Olkowskiego, czyli
znów zawodnik usposobiony ofensywnie ustępuje miejsca nominalnemu defensorowi.
W tym miejscu warto odnotować, że tacy piłkarze jak Kapustka i Peszko, czyli
właśnie teoretyczne wsparcie polskiej ofensywy, usiedli na trybunach. Na ławce
rezerwowych mieliśmy przede wszystkim bramkarzy, obrońców, defensywnych
pomocników… Były trener Górnika Zabrze a obecnie selekcjoner po raz kolejny
utrudnia sobie życie taką a nie inną selekcją. Dlaczego zmarnował tyle czasu na
testowanie zawodników, o których wiadomo było że nie będą na dłuższą metę brani
pod uwagę w walce o miejsce w kadrze <selekcja negatywna>?
W doliczonym czasie postawiliśmy
wszystko na jedną kartę, „gra na chaos” i ten szczęśliwie wywalczony przez
Glika rzut wolny, który z gigantycznym fartem (fatalne dośrodkowanie
Grosickiego i słupek) na gola zamienia najlepszy napastnik świata.
Podsumowując: Polacy zagrali
podobnie jak w poprzednich spotkaniach, czyli fragmentami bardzo dobrze,
agresywnie w odbiorze, skuteczny średni i wysoki pressing, dobra współpraca na
skrzydłach, skuteczność Lewandowskiego jednak znów nie potrafiliśmy przełożyć
momentów dominacji na sytuacje bramkowe. Co z tego, że potrafiliśmy dłuższymi
momentami szanować piłkę, jeżeli w momencie gdy wracała ona do naszej linii
obrony nie potrafiliśmy jej szybko i skutecznie wyprowadzić tak aby zagrozić
przeciwnikowi. Jesteśmy zmuszeni liczyć na celność i dokładność długich piłek Fabiańskiego,
Glika czy Krychowiaka. W obecnym futbolu to trochę ubogi zestaw.
Cieszy dobra współpraca Piszczka i Błaszczykowskiego, który po dłuższej przerwie znów spotkali się na prawej stronie. Na korzyść obrońcy Borussii Dortmund działało to, że w meczu nie grał Ikechi Anya który kilka miesięcy wcześniej szalał na tej stronie defensywy. Co do Kuby Błaszczykowskiego- dobra postawa w destrukcji, jednak ciągle Kuba nie jest dobrze wpasowany w system i strategię Nawałki, m.in. dużo niecelnych dośrodkowań. W tym meczu mniej widoczny był Grosicki, to on stracił piłkę przed golem Fletchera, również kiepskie dośrodkowania. Krychowiak w Hiszpanii zyskał pseudonim „maszyna”. Jeżeli ktoś nie wie dlaczego, to mecz ze Szkotami jak najbardziej daje na to odpowiedź (m.in. wygrał 14 z 17 pojedynków z przeciwnikiem). Mączyński. Pozytywne zaskoczenie tego meczu, solidny występ, pomocnik Wisły Karków był o wiele bardziej pewny siebie niż w poprzednich (bardzo słabych) występach w koszulce z orzełkiem na piersi. Dużo pracy w defensywie, dużo walki, pokazywał się w ofensywie, odbiory, dryblingi, dobra współpraca z polskim prawym skrzydłem. Jednak wciąż brakuje wisienki na torcie czyli tego, czego tak bardzo od niego potrzebujemy jako (rzekomego) playmakera. Więcej podań do przodu, więcej ryzyka i odwagi, bo jak na razie wciąż asekuracyjnie granie do najbliższego, do tyłu, wstrzymywanie gry. Trzeba mieć nadzieję, że progres jaki tym meczem osiągnął Mączyński będzie się utrzymywał i pomocnik Wisły wreszcie regularnie będzie stawiał czoła wyzwaniom na boiskach międzynarodowych. Ponownie solidnie na lewej obronie zagrał Rybus, jednak jego zapędy skutecznie utemperowała żółta kartka za ostry faul. Po raz kolejny dobrze współpracował duet Milik-Lewandowski. Takich dwóch napastników, w takiej formie nie ma żadna reprezentacja na Starym Kontynencie. Jak wspomniałem na początku- to był kolejny mecz w którym graliśmy tylko fragmentami dobrze. O ile pierwsza połowa była solidna, o tyle w drugiej nie potrafiliśmy zapanować nad tym co się dzieje. Tak było w meczach i z Niemcami, i ze Szkotami, i z Irlandią w Dublinie. Tak też było w meczach z autsajderami czyli Gruzją i pierwszym meczem z Gibraltarem. Nie byliśmy w stanie panować nad boiskowymi wydarzeniami przez dwie połowy. Owszem, reprezentacja Nawałki prezentuje się lepiej od tych Fornalika i Smudy, jednak największym atutem jaki ma obecny selekcjoner a nie mieli tego poprzednicy to szczęście. Boiskowy fart, gdyż sama postawa na boisku pozostawia jeszcze sporo do życzenia. W tych kwalifikacjach potrafiliśmy pokonać jedynie Gibraltar, Gruzję no i Niemców ten jeden, jedyny na miliard raz. Nie mamy własnego stylu gry, który pozwalałby nam górować mądrością grania i wykorzystywaniem naszego potencjału nad takimi równorzędnymi rywalami jak Szkocja czy Irlandia. Musimy przyjmować ich warunki, przeciwnik ściąga nas na swój siermiężny poziom a potem dominuje nad nami swoim doświadczeniem na tym właśnie poziomie.
Cieszy dobra współpraca Piszczka i Błaszczykowskiego, który po dłuższej przerwie znów spotkali się na prawej stronie. Na korzyść obrońcy Borussii Dortmund działało to, że w meczu nie grał Ikechi Anya który kilka miesięcy wcześniej szalał na tej stronie defensywy. Co do Kuby Błaszczykowskiego- dobra postawa w destrukcji, jednak ciągle Kuba nie jest dobrze wpasowany w system i strategię Nawałki, m.in. dużo niecelnych dośrodkowań. W tym meczu mniej widoczny był Grosicki, to on stracił piłkę przed golem Fletchera, również kiepskie dośrodkowania. Krychowiak w Hiszpanii zyskał pseudonim „maszyna”. Jeżeli ktoś nie wie dlaczego, to mecz ze Szkotami jak najbardziej daje na to odpowiedź (m.in. wygrał 14 z 17 pojedynków z przeciwnikiem). Mączyński. Pozytywne zaskoczenie tego meczu, solidny występ, pomocnik Wisły Karków był o wiele bardziej pewny siebie niż w poprzednich (bardzo słabych) występach w koszulce z orzełkiem na piersi. Dużo pracy w defensywie, dużo walki, pokazywał się w ofensywie, odbiory, dryblingi, dobra współpraca z polskim prawym skrzydłem. Jednak wciąż brakuje wisienki na torcie czyli tego, czego tak bardzo od niego potrzebujemy jako (rzekomego) playmakera. Więcej podań do przodu, więcej ryzyka i odwagi, bo jak na razie wciąż asekuracyjnie granie do najbliższego, do tyłu, wstrzymywanie gry. Trzeba mieć nadzieję, że progres jaki tym meczem osiągnął Mączyński będzie się utrzymywał i pomocnik Wisły wreszcie regularnie będzie stawiał czoła wyzwaniom na boiskach międzynarodowych. Ponownie solidnie na lewej obronie zagrał Rybus, jednak jego zapędy skutecznie utemperowała żółta kartka za ostry faul. Po raz kolejny dobrze współpracował duet Milik-Lewandowski. Takich dwóch napastników, w takiej formie nie ma żadna reprezentacja na Starym Kontynencie. Jak wspomniałem na początku- to był kolejny mecz w którym graliśmy tylko fragmentami dobrze. O ile pierwsza połowa była solidna, o tyle w drugiej nie potrafiliśmy zapanować nad tym co się dzieje. Tak było w meczach i z Niemcami, i ze Szkotami, i z Irlandią w Dublinie. Tak też było w meczach z autsajderami czyli Gruzją i pierwszym meczem z Gibraltarem. Nie byliśmy w stanie panować nad boiskowymi wydarzeniami przez dwie połowy. Owszem, reprezentacja Nawałki prezentuje się lepiej od tych Fornalika i Smudy, jednak największym atutem jaki ma obecny selekcjoner a nie mieli tego poprzednicy to szczęście. Boiskowy fart, gdyż sama postawa na boisku pozostawia jeszcze sporo do życzenia. W tych kwalifikacjach potrafiliśmy pokonać jedynie Gibraltar, Gruzję no i Niemców ten jeden, jedyny na miliard raz. Nie mamy własnego stylu gry, który pozwalałby nam górować mądrością grania i wykorzystywaniem naszego potencjału nad takimi równorzędnymi rywalami jak Szkocja czy Irlandia. Musimy przyjmować ich warunki, przeciwnik ściąga nas na swój siermiężny poziom a potem dominuje nad nami swoim doświadczeniem na tym właśnie poziomie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz