W polskim futbolu dzieje się źle. Nawet bardzo źle. Reprezentacja notorycznie zawodzi, podobnie jak polskie kluby bezskutecznie pukające do bram europejskich pucharów. Jeżeli coś się dzieje złego trzeba temu zaprzestać, próbować to zmienić na lepsze. I tak też postąpiła Ekstraklasa SA - włodarze tejże spółki w celu rzekomego uatrakcyjnienia naszej para-ligi postanowili przeprowadzić reformę rozgrywek najwyższego szczebla. Tym samym kilka dni temu przedstawiono nam produkt finalny pracy modernizatorów. Produkt ten mimo iż jego wygląd był przypuszczany, i tak zaskoczył.
Mianowicie od nowego sezonu Ekstraklasa będzie działał na takich oto zasadach (przedstawię najważniejsze) :
-w lidze gra tak jak dotychczas 16 drużyn
-mecze toczą się na zasadzie "każdy z każdym"
-po 30 kolejkach pierwsze 8 klubów zostaje przydzielonych do "grupy mistrzowskiej", pozostałe 8 ląduje w "grupie spadkowej"
-przy podziale drużyn dzielone również są zdobyte punkty na pół, przy czym zaokrągla się je do góry
-następnie każda z drużyn rozgrywa po 7 meczów z rywalami
-liczba meczów u siebie bądź na wyjeździe zależy od miejsca zajmowanego w tabeli po sezonie zasadniczym. Jeżeli klub jest w pierwszej czwórce- rozgrywa cztery mecze u siebie a trzy na wyjeździe, drużyny z drugich czwórek mają odwrotnie
-ostateczną kolejnością decydującą m.in o mistrzostwie czy spadku, jest kolejność po zakończeniu siedmiu dodatkowych kolejek.
Obrońcy tych innowacji twierdzą, że dzięki temu wzrośnie atrakcyjność ligi a co za tym idzie wzrośnie i poziom sportowy. Przy okazji mają zarobić kluby (prawa TV do transmisji, większe wpływy z biletów).
Przyznam, że z utęsknieniem wyczekiwałem prezentacji nowego systemu rozgrywek. I doczekałem się, jednak jestem rozczarowany.
Nasz nowy system jest identyczny do tego, jaki praktykuje się w Holandii czy Belgii. Owszem, kluby z wymienionych krajów regularnie grają w europejskich pucharach jednak jest to zasluga jakości piłkarzy czy materiału szkoleniowego a nie samego systemu rozgrywek. Wręcz przeciwnie- da się usłyszeć z tych krajów głosy iż system ten jest niedobry, nieczytelny, po prostu: niefajny. Jednak Polak jak się na coś uprze to tego dokona. Więc mamy innowacyjny regulamin rozgrywek. Czy jednak podniesie to poziom sportowy i atrakcyjność?
Wg mnie, NIE. W powszechnej opinii zwiększenie liczby meczów powinno temu sprzyjać, jednak czy aby ma to iść w takim kierunku? W tym momencie sport zostaje ograbiony ze swojej głównej zasady- sprawiedliwości. No bo jak inaczej nazwać to, że klub który pracuje na swój dorobek cały sezon (zasadniczy) na koniec zostaje okradziony z połowy punktów co znacznie zmniejsza dystans między drużynami? Jest to może dobre ale dla tych którzy gonią- mimo iż będą słabsi dostaną 7 kolejek na to aby rywala dogonić/wyprzedzić, ale czy o to w tym chodzi? Przykład- lider, dotąd ciężko pracujący na swój wynik po 30 kolejkach ma 6 pkt przewagi nad drugą drużyną lecz po przystąpieniu do II fazy przewaga ta maleje do tylko 3 punktów. Atrakcja może i będzie większa jednak sprawiedliwość schodzi na boczny tor. Mając na myśli wzrost atrakcyjności chodzi mi oczywiście o tą fazę drugą gdy to od nowa zacznie się wyścig szczurów. Bo cóż może być atrakcyjnego w sezonie zasadniczym? Zespoły (szczególnie na początku) będą grały oszczędnie, rozkładając siły tak aby szczyt formy przypadł na "dogrywkę". Lider nie będzie się "napinał" na zwiększenie przewagi nad resztą, bo i tak przewaga ta zostanie zmniejszona z urzędu. Podobnie rzecz będzie wyglądać na dole tabeli. Drużyny nie będą za wszelką cenę uciekały z dna, bo i tak wszystko rozstrzygnie się w rundzie dodatkowej.
Aspekt wpływów z biletów- to że będzie więcej kolejek nie oznacza wcale wielkiego wzrostu zainteresowania ligą. Bo - tak jak wyżej napisałem- mecze pierwszej rundy staną się nudne, ich ranga będzie o wiele mniejsza niż obecnie. Co z tego że zobaczymy 3 razy klasyk Lech-Legia? Pierwsze dwa mecze nie będą miały takiego znaczenia jak mają teraz. Mimo iż to dwie wrogie drużyny- temperatura tych spotkań spadnie, każdy nastawi się na fazę drugą, decydującą.Dałem tu przykład drużyn topowych które mimo to sobie jakoś poradzą, a co mają zrobić ligowcy ubodzy? Czy będzie wielu chętnych ta taki pojedynek "o nic" pomiędzy Bełchatowem a Szczecinem? W takich klubach kibice woleliby częściej zobaczyć swoich pupili w walce z gigantami niż z rywalem z niskiej półki. Liga zostaje obdarta z emocji.
Ma się podnieść poziom sportowy? Jak skoro przez większą część sezonu piłkarze będą biegali na pół gwizdka, grali od niechcenia bo i tak walka rozegra się na dodatkowym finishu. Może przesadzam ale niestety jest to wielce prawdopodobne znając dotychczasowy "profesjonalizm" naszych grajków. Również dystans sportowy między ubogimi a bogatymi się jeszcze bardziej powiększy.
Taka "reforma" to pic na wodę. To tak jakby kierowca wziął swój zepsuty samochód do lakiernika zamiast do mechanika. Lakiernik auto odmaluje, jednak gdy kierowca siądzie od nowa za kierownicą zobaczy że lakier nic nie dał, nie naprawił samochodu. Właśnie tak będzie wyglądać w nowym sezonie Ekstraklasa- nie zreformowana tylko "odmalowana". Szybko okaże się że potrzeba prawdziwej naprawy a nie zwykłego lakieru.
Owszem, są i jakieś plusy tych zmian takie jak większe wpływy do kasy klubów (ale tu znowu pokrzywdzeni zostają ci dotychczas biedni) czy zmniejszenie przerwy między sezonami- to ma ułatwić nam start we wczesnych rundach kwalifikacji do europejskich pucharów. Również poszerzenie terminarza ma dać szansę gry większej ilości młodych, zdolnych zawodników z szerokiej kadry. Jednak według mojej skromniej opinii plusy znacznie przegrywają z minusami.
Jak powinna wyglądać polska najwyższa klasa rozgrywkowa? Moja propozycja wygląda następująco:
wprowadzamy system podobny do szkockiego czy szwajcarskiego. Zmniejszamy liczbę drużyn do 12, każdy gra z każdym po 4 mecze (2 u siebie i 2 na wyjeździe) czyli wychodzi łącznie 44 kolejki (zaledwie o 7 kolejek więcej od obecnie wprowadzanej reformy, pozwoliłoby to zmniejszyć również przerwę zimową). Tak więc zarówno częściej oglądalibyśmy klasyki w postaci wymienianego tu już starcia Lecha i Legii, ale także drużyny z dołu miałyby częstszą okazję do pojedynku z najlepszymi. Taka rywalizacja pociągnęłaby za sobą wzrost poziomu sportowego, jak i wzrost wpływów w klubowych kasach. Do pucharów startowałyby kluby naprawdę najlepsze w naszej lidze. Z ligi spadałby ostatnia drużyna, zaś przed ostatnia- grałaby baraż z drugą drużyną pierwszej ligi. Dlaczego awansować do elity mogłyby maksymalnie dwa zespoły? Umówmy się, zarówno sportowo jak i organizacyjnie wiele klubów z obecnego układu Ekstraklasy jak i z 1 ligi nie jest w stanie podołać wymogom elity. Pierwsza liga to odpowiednie miejsce dla takich drużyn. Dodatkowo wprowadziłbym system 6+5. Co on oznacza? A no to, że w jedenastce drużyny mogłoby grać najwięcej 5 obcokrajowców. Również przydatne okazałoby się wprowadzenie obowiązku obecności w kadrze np 4 wychowanków. Zaostrzenie procesu licencyjnego to oczywiście podstawa na temat której nie będę się nawet rozpisywał.
Kończąc: czy wprowadzana reforma okaże się sukcesem- czas pokaże. Plus dla włodarzy Ekstraklasy SA za samą chęć zmian lecz czy zmiany te uzdrowią polską piłkę? Szczerze w to wątpię.
Na razie wstrzymuję się z opinią. Zobaczymy, jak to będzie wyglądać w praktyce. Może się sprawdzi. Co do dzielenia punktów, to nie uważam to za kradzież. Jeżeli drużyna, która chce walczyć o mistrza (wiadomo, lepiej gra się u siebie niż na wyjeździe) chce grać 4 mecze u siebie, to walczy o to, aby w rundzie zasadniczej zdobyć jak najwięcej punktów, żeby potem w rundzie mistrzowskiej mieć jak najłatwiej. 4 mecze u siebie z 7 meczów ogólnie piechotą nie chodzi.
OdpowiedzUsuń