wtorek, 2 kwietnia 2013

La Liga vs Bundesliga-ćwierćfinały czas zacząć !

  Mamy 2 kwietnia więc ćwierćfinały Ligi Mistrzów czas zacząć. Spotkają się w nich: PSG z Barceloną, Bayern Monachium z Juventusem Turyn, Real Madryt z Galatasaray Stambuł, Malaga z Borussią Dortmund. Jak łatwo zauważyć mamy tutaj trzech przedstawicieli hiszpańskiej Primera Divisjon, dwóch przedstawicieli niemieckiej Bundesligi oraz po jednym: włoskiej Serie A, francuskiej Ligue 1 oraz tureckiej Super Lig.
  Dlaczego więc zatytułowałem ten tekst tak a nie inaczej? Dlaczego La Liga vs Bundesliga? Już tłumaczę.
Przyjęło się że najlepszą ligą świata jest liga angielska. To w Premier League grają najlepsi piłkarze, kibicują najlepsi kibice, są najlepsze stadiony, i w ogóle wszystko tam jest the Best. Skoro w lidze angielskiej wszystko jest takie naj... więc postanowiono w tym roku zrobić sezon dobroci dla innych. "Friendly season" objął swoim zasięgiem rozgrywki europejskie, z naciskiem na Champions League. Główną zasadą tego okresu dobroci jest to iż reprezentanci Naj,Naj,NAJ ligi odpuszczą sobie walkę o trofea na kontynencie, tak więc każdy rywal dostanie od nich "fory". Założenia angielskich klubów zostały spełnione w 100%, gdyż w ćwierćfinale NAJważniejszych rozgrywek nie ma ani jednej drużyny wywodzącej się z brytyjskiej wyspy.
   Tym samym za plecami Premier League dochodzi do bardzo prestiżowego pojedynku lig o pozycję numer dwa w hierarchii europejskiego futbolu. Do niedawna o tą pozycję biły się głównie La Liga wraz z Serie A, jednak poziom tej drugiej spadł do tego stopnia że musi oglądać się za siebie na Ligue1 czy nawet ligę ukraińską czy rosyjską. W międzyczasie do wyścigu wkroczyła niemiecka Bundesliga. Liga ta do tej pory niedoceniana, będąca troszkę na uboczu z hukiem strąciła za siebie Francuzów czy Włochów stając jak równy z równym do walki z Primera Divisjon. W Bundeslidze nie ma może wielkich budżetów, nie ma szejków, ale jest coś co pochłania coraz większe rzesze fanów: to piękny ofensywny futbol, stadiony szczelnie wypełnione fanatycznymi kibicami, świetni trenerzy i w końcu świetni (często bardzo młodzi) piłkarze. Po latach posuchy i pojedynczych sukcesach Bayernu, na europejskie salony przedostało się większe grono drużyn. Dziś to nie tylko bawarczycy ale i grająca przepiękny futbol Borussia Dortmund, do nie dawna było jeszcze Schalke 04 które również zaszło bardzo daleko. Drużyny te pozostawiły za sobą naprawdę świetne marki, grając naprawdę ładną dla oka piłkę.
   Rywalem Bundesligi będzie liga którą reprezentują przede wszystkim dwie,gigantyczne, legendarne marki: Real Madryt i FC Barcelona. Z jednej strony to oczywisty plus, ale z drugiej-krytycy zarzucają lidze hiszpańskiej właśnie to że opiera się na tych dwóch legendach. Krytycy twierdzą, iż liga ta jest słaba, rywalizacja o zwycięstwo od la toczy się tylko między dwoma klubami. Trudno się z tym argumentem spierać-na krajowym podwórku Barca i Los Blancos nie mają sobie równych. Jednak czy aby na arenie międzynarodowej nie było innych dobrych klubów rodem z kraju corridy? Są! Nie trudno tutaj o dowody. Rok temu (cieszącą się mniejszym prestiżem) Ligę Europejską wygrało Atletico Madryt, we wcześniejszych latach skutecznie o to trofeum (Puchar UEFA) rywalizowała Sevilla czy wcześniej Valencia. Na dodatek w tym sezonie blyszczy nam inny hiszpański klub-Malaga. Klub po przejściach, który stracił wielu czołowych piłkarzy przed sezonem o dziwo zachwyca w Lidze Mistrzów. Drużyna oparta na zawodnikach którzy mają szczyt kariery za sobą (Saviola,Santa Cruz) w polączeniu z rodzimymi młodymi talentami (Isco) funkcjonuje znakomicie.
   Dlatego też wydaje mi się że batalia o końcowe zwycięstwo w Champions League powinna rozstrzygnąć się między klubami z Niemiec i Hiszpanii. W parze BVB-Malaga faworyt jest jeden. O ile u siebie Hiszpanie coś może ugrają, o tyle na Signal Iduna Park pojadą na wycieczkę. Podobnie sprawa wygląda z Juventusem i Bayernem. Stara Dama musi liczyć na jak najmniejszy wymiar kary na Allianz Arenie, i w rewanżu u siebie zagrać jak Arsenal-zaskoczyć lekceważącego rywala  (w co wątpie-awans Bayernu pewny). Barcelona powinna sobie poradzić z PSG, na wyjeździe może mieć problem ale na Camp Nou pewnie zrobi to co z Milanem. Królewscy z Madrytu sprawę awansu powinni rozstrzygnąć jutro u siebie zdecydowanym zwycięstwem, tak aby gorąca atmosfera w Stambule podczas rewanżu nie wprowadziła niepotrzebnych nerwów. Co dalej? Półfinaliści to Real, Barca, BVB i Bayern. Najlepszym wyjściem byłoby połączenie w pary zespołów z tego samego kraju. Rozstrzygnęło by to, która drużyna jest najlepsza w swojej ojczyźnie, kto dzieli i rządzi w kraju. W takim wypadku finał były cudownym pojedynkiem dwóch drużyn, ale również w tle toczyłby się prestiżowy pojedynek: Primera Divisjon czy Bundesliga.
   Jest to tylko i wyłącznie fikcja literacka ale byłbym bardzo zadowolony gdyby dalszy przebieg Ligi Mistrzów był zbliżony do wersji mojej. Wyobraźcie sobie: półfinał Bayern-Borussia, dwumecz o wielką stawkę, dwumecz na śmierć i życie. To samo z drugiej strony: kolejne Gran Derbi, Messi vs Ronaldo o finał, być może jedno z ostatnich GD dla Jose Mourinho, który mógłby ostatecznie rozprawić się z odwiecznym rywalem. Temperatura tych meczy byłaby wysoka jak nigdy...
    Mój wymarzony finał? Real Madryt pokonuje Borussię Dortmund i w końcu osiąga decimę. Ale to tylko fikcja literacka...
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Translate